sobota, 10 stycznia 2026

Na pożegnanie

 Chłopaku z nad morza,
Piszę,bo już dłużej nie potrafię. Piszę bo chciałam się pożegnać tak jak powinniśmy pożegnać się kilka dni temu. Bez obietnic,bez łez,bez pierdolonego  poczucia, że tym razem coś się zmieni.
Banalne prawda? Nie wiem dlaczego odebrałam telefon, nie wiem dlaczego kiedy usłyszałam,że spierdolił Ci się świat jedyne o czym myślałam to,żeby TU był, Na sekundę,minutę...
Po co chciałeś bym przyjechała?Po co mówiłeś TO wszystko skoro to nie ma dziś dla Ciebie znaczenia? Po co pozwoliłeś mi uratować swą duszę skoro MOJA rozpierdala się dziś na miliony kawałków.
Z jakiego powodu TO wszystko się wydarzyło? Złamałeś moje SERCE poraz kolejny- nie wiem czy dlatego dziś klękam na zimne płytki w łazięce i błagam o śmierć bo nie potrafię TEGO zrozumieć.
Nie rozumiem jak można tak manipulować,jak można tak kłamać. Jak mogłeś pozwolić mi MIEĆ NADZIEJĘ ! Płaczę z bezradności, piszę bo już nie wiem jak wytłumaczyć mojemu umysłowi co się DO KURWY stało- przecież ludzie nie mogą być tak zakłamani i tak kurewsko samolubni. Przecież w jakimś Twoim zdaniu musiała być minimalna prawda a może to moja naiwność sprawiła,że chciałam być widziana przez Twoje oczy,chciałam być słyszana przez Twoją duszę, chciałam być kochana przez serce,które nie należy do mnie ani do Ciebie,należy do NIEJ i dziś oboje to wiemy.
Czuje się jak GÓWNO wdeptane w ziemię i olane,moczem alkoholika i menela.Czuje jakby ktoś napluł mi w ryj i powiedział- MASZ SUKO to za twoją naiwność.
Poczułam coś czego poczuć nie powinnam. Łudziłam się,że jakaś część Ciebie też czuje cokolwiek co możnaby racjonalnie wytłumaczyć bo przecież milczeć potrafimy jednocześnie i oboje jesteśmy emocjonalnymi debilami,którzy czują i myślą za dużo. Nie wiem czy jesteś tak doskonałym kłamcą,czy tak doskonale udajesz ale moja dusza wiedziała...Wiedziała,że musi Cię uratować i tego nie żałuje.
Żałuję,że uwierzyłam w słowa które wypowiadałeś.
Żałuje, że pozwoliłam sobie uwierzyć, że potrzebujemy czasu.
Żałuje. że powiedziałam Ci TO wszystko bo może gdybym tego nie zrobiła BOLAŁO by mniej albo znów mogłabym udawać,że to wszystko tylko mi się wydaje...
Już nie potrafię po prostu BYĆ obok i patrzeć jak rujnujesz mi umysł i jak łamiesz serce,które i tak nie ma siły bić.
Mam nadzieę,że będziesz o siebie walczył a kiedyś naprawdę zrozumiesz,co stało się w sylwestrową noc kiedy ...No właśnie dobrze wiesz co .
Ja nie mam siły,nie jestem wstanie patrzeć,oddychać,walczyć i zaczynać kolejny raz od nowa z nadzieją,że może TYM razem ktoś mnie nie zrani.
BOLI mnie tak bardzo WSZYSTKO,każda tkanka,każdy organ,każda blizna.Bo jak mogłam TO sobie zrobić. 
Żegnaj.
Przepraszam,za słowa których mówić nie powinnam. Za krzyk,rozpacz i nienawiść bo dziś Cię nienawidzę za to,że tak po prostu mnie kłamałeś. 
Pamiętasz?-Gdybym nie uratowała Tojego życia to skończyłabym wtedy ze swoim istnieniem.
Miałam nadzieje,że z jakiegoś powodu LOS znów skrzyżował nasze rozjebane emocjonalnie dusze. Myliłam się.
Walcz bo ja już nie mam siły.
Do widzenia,
Chłopaku z nad morza.

Emocjonalny wpierdol

 Dziś pierwszy dzień przepełniony CISZĄ-tak banalnie bolesną i tak kurewsko prawdziwą.
Wyciągam telefon, wybieram znany mi numer i wciskam zieloną słuchawkę. Wiem, co to oznacza. Rozpierdalam się i jeśli ON tego nie powstrzyma, umrę dzisiejszej nocy.
-Ooo proszę, co tam Chuligan ?!-słyszę po drugiej stronie telefonu.
Zaciskam zęby i powstrzymuje płacz bo wiem, że jeśli pozwolę sobie na płacz, rozsypie się i nie powiem nic więcej.
-Masz czas?
-Jest źle?
-Bardzo.
-Będę za godzinę.
Znam ten STRACH w moim głosie, znam głos, który zawsze kiedy myślę o wewnętrznym samobójstwie, pojawia się i pozwala rzygać emocjami.
Związuje włosy, zakładam bluze,tuszuje mocno rzęsy, wyciągam z szafki wódkę-nienawidzę wódki ale dziś nie ma innego ratunku. Nalewam do szklanki, wrzucam 5 kostek lodu,wypijam duszkiem,czuje jak wypala mi wnęczności i mam ochote zwymiotować ale wykrzywiam twarz po czym ubieram buty-wychodzę.
Siadam na ławce przed domem,czuje jak śnieg przykleja mi się do tyłka,odpalam papierosa, słyszę samochód i wiem, że dziś może jeszcze przetrwam.
Widzę znany mi uśmiech,otwieram drzwi,wsiadam.Czuję JEGO wzrok na sobie i wiem,że wie co się dzieje ale nie mówi nic,odjeżdżamy. Podkręca muzykę jakby wiedział,że nie jestem wstanie nic powiedzieć.Otwieram schowek, delikatnie się uśmiecham bo zna mnie jak NIKT inny. Wyciągam,wysypuje,wciągam i czuje chwilową ulgę. Robię to poraz kolejny i kolejny jakby to miało zabić wszystko co siedzi w mojej głowie.
-Zjebałam.Poraz kolejny zjebałam i to tak bardzo,że nie wiem co dalej ze sobą zrobić...Zaczynam płakać.
-Co odjebałaś? Przecież nie może być gorzej niż ostatnio.Werka,cała się trzęsiesz,co jest dziewczyno ?!
-Pojechałam po Niego.Nie wiem dlaczego ani po co. Chyba miałam nadzieje,że tym razem zacznę coś znaczyć.STARY ! Gówno,dupa JAPIERDOLE ! Poczułam się jak śmieć,jak ....RYCZĘ TAK,ŻE nie mogę złapać tchu. Auto się zatrzymuje.
Podbiega do drzwi,otwiera, klęka przede mną,mocno mnie przytula ...
-Głupia jesteś to wiemy oboje ale nie obwiniaj się za kogoś kto nie jest wart twoich łez,babo.!
Domyślam się o kogo chodzi...Ale przestań płakać, proszę.
Siadamy na masce samochodu,odpalamy papierosa. 
-Dzięki.
-Za co wariatko ?
-Gdybyś nie odebrał wiesz co by było?!
-Nawet tak nie PIERDOL 
-Ja nie chcę żyć,naprawdę nie mogę już dłużej walczyć z losem,który ciągle kopie mi dupe.
MILCZYMY i oboje wiemy,że UMRE przez emocje,demony i MIŁOŚĆ,której tak bardzo potrzebuje a wciąż dostaje kopa w mordę.
Bo przecież na co ja głupia liczyłam.
Znów ryczę i błagam Boga,Stwórce,Kogokolwiek by pozwolił mi przestać żyć,czuć i mieć nadzieje.
Żegnaj.

wtorek, 6 stycznia 2026

Nirwana

 Nie wiem z jakiego powodu los po raz kolejny skrzyżował nasze drogi, nie wiem dlaczego nie potrafię odpuścić pomimo,iż wiem,że to jedyne wyjście z tej sytuacji.
Miałam nadzieje...No właśnie KURWA na co ja liczyłam?? Że nie pozwolisz mi odejść, że jakaś część Ciebie poprosi bym została, na jutro, na miesiąc-na zawsze? Boże,jakie to naiwne przecież wysyłasz tysiące sygnałów,że NIC dla Ciebie nie znaczę po czym patrzysz mi w oczy tak,że dotykasz mojej duszy i widzę,że się boisz a mimo to patrzysz jakbyś chciał bym znalazła odpowiedzi na pytania,które wciąż Ci zadaje...Oboje jesteśmy POJEBANI, oboje wiemy, że TO ma jakieś znaczenie ale ja nie potrafię uwierzyć w ani jedno Twoje słowo a Ty nie potrafisz przyznać, że czujesz TO coś co MIŁOŚCIĄ nazwać boimy się oboje. Ja już nie chcę kłamstw, złudzeń i niekończącej się walki o coś co się nie uda jeśli wciąż będziemy przed sobą Uciekać po czym wracamy i znów zataczamy błędne koło,mając nadzieje.że te drugie zaciśnie pięści i wykrzyczy: DAM RADĘ za nas oboje tylko spróbujmy. 
Sądziłam,że jestem wstanie poraz ostatni zaufać-gówno prawda.Moje zdeptane serce i wyruchany umysł broni się nogami i rękoma po czym ryczę jak małe dziecko bo przecież KOCHAM CIĘ takiego jakim jesteś. Z każdą blizną, raną i wspomnieniem ale nie potrafię....
No właśnie co? Nie potrafię walczyć za Ciebie. Wiem,że jakaś część twojego serca czuje dokładnie to co ja. Wiem,że kiedy płaczemy oboje to oboje tęsknimy za swoją obecnością, wiem, że kiedy milczysz toczysz walkę z myślami i boisz się, tak samo jak ja, że kolejnego zranienia nie wytrzymasz.
Świat jest pojebany,my również. 
Czas podjąć decyzję bo tak dłużej nie możemy.
Albo oddychamy razem albo umieramy,zabijając się każdego dnia wspomnieniami o przeszłości o której żadne z nas pamiętać nie powinno.
Zakochałam się w Twoich niebiesko,turkusowych oczach i duszy tak kruchej i wrażliwej jak Moja.
Zakochałam się 


czwartek, 1 stycznia 2026

KŁAMSTWO

 Wczoraj zakończył się rok 2025-rok walki z NIĄ. Pierdolona, wredną manipulatorka która siedzi w moim umyśle i każdego dnia powtarza mi jak niewiele znaczę w tym świecie. Depresja to okropna manipulatorka, która w jednym momencie odda Ci wszystko a w drugim zabierze nawet oddech.

Przestałam tęsknić i nagle przez jedną pieprzoną wiadomość znalazłam się w świecie, który okazał się złudzenie sna wczorajszego. Sądziłam, że TO wszystko co jest wewnątrz mnie to MIŁOŚĆ do kłamcy i manipulatora, który znów odnalazł mnie w tym nic nie znaczącym świecie. Okazało się, że wszystko co stworzył kiedy się poznaliśmy to nic nieznaczące gówno w którym znów się zatraciłam... Jestem IDIOTKA która pragnie kochać i być kochaną, zauważona i docenioną a zamiast tego chcąc go uratować okazało się że jestem NIKIM i nigdy nie ulegnie to zmianie... Próbuję kamuflowac emocje, udawać, że przecież nic sobie nie deklarowalismy a mimo to rozpierdala mi się dusza bo znów chciałam tylko czuć.... Jeszcze tylko kilka godzin, jeszcze tylko kilka kłamstw i przestanę istnieć w jego świecie. Przykre? Kurewsko boli ale kiedy BOLI To wiem że żyje że jeszcze jakieś tkanki walczą z kolejnym wewnętrznym samobójstwem.
Jutro o sobie zapomnimy. 
Jutro nie będziemy znaczyć dla siebie NIC. 

piątek, 21 listopada 2025

Nie potrafię zapomnieć

 Depresja to wredna kurwa, która każdego dnia odbiera Ci pewność siebie, kolory i chęć bycia czymkolwiek w Świecie do którego od zawsze czułaś, że nie pasujesz. Płaczesz, potem palisz papierosy, niekiedy jointy bo alkohol nie przynosi już jakiegokolwiek ukojenia a później kiedy za oknem robi się ciemno, wszystko wokół cichnie i zostajesz tylko Ty, pies na łóżku, smutek i myśli... On za każdym razem w nich wraca i wtedy zdajesz sobie sprawę, że pomimo starań i robienia wszystkiego by zapomnieć wciąż za nim tęsknisz... Nie za sexem w samochodzie czy dłońmi na twoich udach, za oddechem na karku, ustami na czole, ustach, dłoniach i oczami, oczami które potrafiły patrzeć tak jak nikt inny nigdy wcześniej. I chociaż pozwoliłaś mu odejść i zabroniłaś wracać to wciąż jakaś cześć Ciebie błaga każdego wieczoru składając ręce w modlitwie by wrócił, by przyjechał i przez jedną sekundę istnienia pozwolił skryc się w swoich ramionach. Potrzebuję by tu był i przytulił mnie tak jak zawsze - Potrzebuje by ŚWIAT się zatrzymał a On był przy mnie i dał mi czuć się dobrze, uśmiechnąć się kiedy złapie moją dłoń i wbijać paznokcie w jego skórę tak by i on się uśmiechał z pożądania, rozkoszy, szczęścia. To chora historia als historia w której wciąż na niego czekam chociaż wiem, że nie ma to najmniejszego sensu. Z jakiegoś powodu pojawił się w moim życiu kiedy popełniałam kolejne samobójstwo i z jakiegoś powodu to on dotknął nie tylko mojego ciała ale i znalazł duszę, która krwawi każdego pierdolonego dnia.... Z jakiegoś powodu wciąż wraca i sam nie rozumie dlaczego tak bardzo nie potrafimy o sobie zapomnieć. Nie potrafię już wierzyć że to MIŁOŚĆ albo coś w rodzaju przeznaczenia ale coś wewnątrz mnie czuje, że jeśli nie wróci to już NIKT nie zdoła odnaleźć do mnie drogi.
Samotność to smutek, rozpacz i ból ale też wygodne, bezpieczne schronienie przed rozczarowaniem, kłamstwem i kolejna porażka... 
Mój umysł spała się każdego poranka bo nienawiść do samej siebie nie pozwala mi walczyć. Każdego dnia zastanawiam się dlaczego wciąż TEGO nie zrobiłam, dlaczego nie potrafię się zabić bo żyć też nie umiem. 
Jeszcze niedawno łudziłam się, że leki pomogą, że jeśli spróbuję zawalczyć to pokonam demony w swojej głowie - GÓWNO PRAWDA! Matka mnie nienawidzi, świat kopie każdego dnia a ja nie mam sił wciąż mieć nadzieję że to On uratuje moja duszę. Trwam jakbym już dawno umarła a to co po mnie zostało wykonuje obowiązki, które wykonać musi a i tak coś spierdoli po czym znów błaga o śmierć. Tak każdego wieczoru kiedy już nie słychać nic prócz głosów w głowie, łykania w sercu i krzyku rozpaczy błagam STWÓRCE lub kogoś kto odpowiada za nasze istnienie by pozwolił mi przestać żyć tak po prostu. Duszę się w swoim ciele, dusza się w swoim umyśle i duszę się w swoim towarzystwie. Nienawidzę swoich myśli, oczu, ciała, emocji NIENAWIDZĘ SIEBIE tak kurewsko mocno a mimo to wciąż TU jestem.
Obiecałeś 
Obiecałeś, że do końca roku będziesz... 
Ja wciąż mam nadzieję. 

środa, 12 listopada 2025

Odnaleźć sens

 Od kilku dni kiedy przychodzi wieczór a świat wookół mnie cichnie-rozpadam się na miliony kawałków i nie potrafię znaleźć sobie miejsca w mojej oazie spokoju.
Tęsknie i pragnę tak bardzo,iż budząc się kilkanaście razy w nicy przeklinam los,że pozwolił nam się poznać i serce,że zabiło szybciej kiedy tylko się na mnie spojrzałeś.
Podjełam decyzje i chociaż serce pęka mi z bólu i wiem,że długo jeszcze boleć będzie -musiałam pozwolić Ci odejść.To dziwne coś między nami nie miało prawa bytu a ja tak bardzo chciałam,żebyś był .
Byłeś kiedy Tobie to odpowiadało a kiedy mój świat ogarniała ciemność zostawałam sama z ciszą,którą terroryzowałeś mnie tygodniami.
Miło było Cię poznać-powtarza mój rozum chociaż każdy organ i każda tkanka mnie pragnie Twojego dotyku,Ciebie obok nie mogę sobie na to pozwolić.
Umierałam już tyle razy z miłości do dupków.którzy mieli mnie gdzieś-Ty też masz.
Do niedawna tłumaczyłam sobie,że przecież nic sobie nie obiecaliśmy,że dokładnie określiłeś swoje stanowisko względem mojej osoby jednak WRACAŁEŚ-za każdym razem kiedy już za Tobą nie tęskiłam wracałeś dając mi złudną naiwną nadzieje,że czujesz dokładnie to co ja-że czujesz iż nasze spotkanie nie było przypadkowe a dusze znały się już wcześniej a kiedy robi się niebezpiecznie ZNIKASZ jak bańka zostawiając mnie z TYM całym gównem wewnątrz mnie.
Mam dość.
WALKI o ludzi,emocje,oddech i miłość bo przecież zawsze chciałam być kochana.
Kochałam ale nikt nie kochał mnie MIŁOŚCIĄ na jaką zasłużyłam.
Żegnaj .

niedziela, 9 listopada 2025

Mama

 Miałam to przemilczeć i ukryć głęboko w swojej skurwiale smutnej duszy ale nie potrafie...

Od wczoraj płaczę i zastanawiam się dlaczego to ja muszę z  nią walczyć.Dlaczego to JA muszę czuć się jak gówno bo moja rodzicielka po prostu mnie nie kocha i zapewne NIGDY nie kochała-więc po co dała mi życie i pozwoliła dorastać w smierdzącym gównie i pozornym złudzenią ''rodziny'' której nigdy nie mieliśmy,mamo...

Kolejny raz czuje tak ogromny ból i rozczarowanie,które wykręca mi jelita i wpierdala wątrobę bo jak można tak bardzo nienawidzić dziecka,które nosiło się pod sercem.

32 lata próbowałam walczyć o Twoją Miłość,mamo-dziś mam już DOŚĆ.

Nigdy mnie nie widziałaś,nigdy nie widziałaś mojej duszy,która każdego dnia płakała bo samotność to wredna kurwa a ja nie mogłam NIGDY na Ciebie liczyć.Zawsze byłam nie dość dobra,nie dość ładna,nie dość mądra -zawsze dawałam od siebie za mało a ilekroć myślałam,że kiedyś będziesz ze mnie dumna-wtedy okazywało się,że moja naiwność jest bezgraniczna bo albo znikałaś albo krytykowałaś mnie tak mocno iż sama wierzyłam,że jestem NIKIM i że nie zasługuje na jakąkolwiek MIŁOŚĆ .

Nie wiem dlaczego tak bardzo Ci przeszkadzam i naprawdę nie pojmuje dlaczego tak bardzo masz mnie w dupie ? Błagam o śmierć i kolejny raz rozważam kolejne wewnętrzne samobójstwo bo nie chcę się TAK czuć.

Tym razem zabolało tak bardzo,że naprawdę nie rozumiem dlaczego pozwolono mi żyć.

Antydepresanty nie pomagają bo na nienawiść własnej matki nie ma lekarstwa.

Ja tylko chciałam,żebyś mnie kochała.


I kiedy ktoś pyta mówię,że jest Ok-że już mi przeszło bo mama zawsze taka była -gówno prawda.

Czuje się beznadziejnie i tak kurewsko niepotrzebna.

I znów jestem tylko ja,Haze,bezgraniczna samotność i płacz-rycze jak dziecko bo nie mam już siły.


Upadek

 Ja KURWA naprawdę próbuje. Ja naprawdę nie chcę mieć Cię w głowie. Ja naprawdę pozwalam Ci zniknąć, odejść, wymazać się z mojej pamięci.  D...