sobota, 10 października 2026

Upadek

 Czy kiedykolwiek byłeś w miejscu w którym przestałeś wierzyć, że wszystko co wydarzyło się w Twoim życiu dotychczas miało na celu tylko Cię wzmocnić, sprawić że będziesz niepokonany człowiekiem i upadasz by któregoś dnia obudzić się i poznać TO uczucie, które inni nazywają SZCZĘŚCIEM...

Dziś w TO nie wierzę, znalazłam się w miejscu w którym jest tak kurewsko czarno, zimno i ból przeszywa każdą kość w Twoim ciele, że śmieszne byłoby wierzyć w światło pośród NICZEGO. 

Już dawno o NIEJ nie myślałam, już dawno jej nie pragnęłam, utknęłam w monotoni, która dawała mi minimalne bezpieczeństwo i to wystarczało bym nie chciała popełniać wewnętrznego samobójstwa, bym nie pragnęła śmierci badziej niż czegokolwiek innego....OStatni czas to jakiś żart - kobieta która dała mi życie, którego nienawidzę niszczy mnie każdego dnia, każdego dnia udowadnia mi że urodzenie mnie to największy błąd w jej życiu. Niestety ja nie mogłam zadecydować lecz prawdą jest iż niektórzy nie powinni byli zostać rodzicami... Wiele lat walczyłam o jej uznanie, miłość i miałam nadzieję, że kiedyś powie '' jestem z Ciebie dumna "- już nie ma to dla mnie znaczenia. Przez całe swoje istnienie analizowałam sama siebie, zastanawiając się dlaczego mnie nie zauważa, nie słucha, nie kocha.... Dziś nienawidzimy siebie wzajemnie a mimo to potrafi rozjebać mój umysł jednym zdaniem, nie wiem jak to działa - tylko ona sprawia że w sekundę mam ochotę rozjebać sobie głowę o ścianę i nienawidzę się za to że żyje. Przykre?? Niekoniecznie, kiedyś płakałam każdego dnia, prosiłam Boga, STwórcę lub KOGOLOWIEK odpowiedzialnego za nasze istnienie by sprawił że mnie zaakceptuje i pokocha aż któregoś dnia się obudziłam i przestałam błagać o MIŁOŚĆ której nigdy dla mnie nie miała... I chociaż wiem, że muszę iść dalej to jakaś cześć mnie nie potrafi zrozumieć jak można traktować ludzi z którymi Miszka się pod jednym dachem jak najgorszych wrogów, milczeć odwracać wzrok lub powtarzać jak beznadziejni są... Tak właśnie wygląda Miłość mojej Matki to stawianie wymagań, ciągle niezadowolenie, traktowanie obcych jak najważniejsze osoby w życiu, ignorowanie męża, dziecka i MILCZENIE bądź jeśli już jest za miło szukanie pretekstu by wykrzyczeć całemu światu jakim ŚMIERDZĄCYM GÓWNEM dla niej jesteśmy...

Od tego się zaczęło, później poszło już jak lawina - problem gonił problem aż okazało się, że moje serce ma dość i biło tak szybko i tak bezsensownie iż pomyślałam, że może to TEN moment, że tak wiele lat błagałam o śmierć iż wkoncu zostałam wysłuchana.

Gówno!!!

To kolejny przystanek w drodze do udowodnienia mi jakim BŁĘDEM jestem. Sądziłam, że nadejdzie dzień kiedy odpokutuje swoje grzechy, przestanę czuć wstyd i nienawiść do samej siebie za to że byłam tak głupia i tak naiwnie wierzyłam w MIŁOŚĆ - tak bardzo się myliłam.

Dziś znów pomyślałam, że może powinnam sama podjąć decyzję o skróceniu tego przedstawienia. Nie mam siły oddychać powietrzem które mnie otacza, nie mam siły wierzyć, że ten cały BÓL jest po coś, że dostałam taka dawkę chujowego istnienia, że naprawdę jest gdzieś moment kiedy to wszytko będzie nie ważne a ja odnajdę spokój.... I przestanę walczyć każdego dnia, każdego dnia upadać ryjem w błoto i czuć flegme opluwajaca moja duszę i czuć ból przy każdym kopnięciu ludzi, którzy powinni pomoc mi żyć a robią wszystko bym to życie zakończyła. 

Mam 33 lata i popełniłam wiele błędów. Kochałam tak toksycznie, że byłam wstanie zrobić wszystko dla człowieka, który manipulował moim bólem i pragnieniem miłości. Potem zmarnowałam 5 lat na KLAMCE który miał być "na zawsze" a jakby tego było mało, pozwoliłam alkoholikowi wejść w moja duszę i pozwoliłam sercu uwierzyć, że jest prawdą i kimś kto CISZĄ mówił więcej niż ktokolwiek inny. Odpuściłam pragnienie MIŁOŚĆI - nie dam rady kolejny raz popaść w jakąś paranoje wierzenia, że jest ktoś dla kogo mogę coś znaczyć.

Przestałam czuć potrzebę bycia z kimś, polubiłam samotność. Praca, dom, książka, netflix, Haze i to było bezpieczeństwo mojej głowy, które mi odpowiadało aż okazało się że zbyt długo trwałam w zawieszeniu depresji na lewelu, który był znośny.

Znów czuje się jak GÓWNO które nie powinno było się urodzić. Znów czuje że jestem tak nie znacząca istota, że bez znaczenia czy oddycham czy zniknę. 

Dziś znów pomyślałam, że nie dam rady już dłużej walczyć z ciemnością która mnie otacza i że naprawdę chciałabym odebrać sobie życie w szybki, bez bolesny sposób tylko co jeśli TAM gdzie trafię wcale nie będzie lepiej.... Co jeśli TU wrócę i wcale nie zmienię niczego... 

No właśnie, to jedyna kwestia która sprawia, że wciąż TU jestem i oddycham, ledwo ale jednak. 

Jak walczyć o kolejny dzień skoro Boli mnie wszystko i jestem już zmęczona... 

Płaczę z żalu, że nawet śmierć mnie przerasta i nie potrafię sama tego zrobić tylko liczę że ktoś wkoncu wysłucha mojej serenady rozpaczy. 

Naprawdę już WYSTARCZY sprawdzania ile jeszcze wytrzymam - to już ten moment kiedy się poddaje, LOSIE rób co chcesz, ruchaj moja duszę i psychikę jak Ci się podoba, sprowadzaj na mnie najgorsze emocje ale pozwól mi przestać czuć się tak obrzydliwie i tak beznadziejnie. Uczucie, że Twoje istnienie to tylko rozczarowanie w oczach taty, który ratuje Cie za każdym razem. Łzy bo wiesz że naprawdę się starasz a mimo wszystko NIE zmienia się nic jest CIEMNO, ZIMNO i śmierdzi a w tym wszystkim jesteś Ty - beznadzieja, rozpacz, depresja, żal, żart losu, pomyłka istnienia.

Jak długo jeszcze mam żyć??? 

sobota, 31 stycznia 2026

Upadek

 Ja KURWA naprawdę próbuje.
Ja naprawdę nie chcę mieć Cię w głowie.
Ja naprawdę pozwalam Ci zniknąć, odejść, wymazać się z mojej pamięci. 
Dziś wręcz Cię błagam- odejdź i zostaw mój umysł w spokoju ja już nie mam siły płakać kolejnych godzin, ja już nie mam siły próbować zrozumieć - jest mi już KURWA wszystko jedno dlaczego ktoś pozwolił mi wpuścić Cię do mojej duszy po prostu ODEJDŹ raz na zawsze i zabierz całe to gówno, które dziś rozrywa mi wnętrze, przeplata umysł i sprawia, że pomimo wszystko jesteś w mojej głowie. Nie chcę Cię ! Nie potrzebuję ! Nienawidzę ! Błagam...
Dziś wszystko dosłownie WSZYSTKO przypomina mi Ciebie i mam już DOŚĆ katowania swojej głowy powtarzania sobie, że tak miało być . NIE MIAŁO KURWA ! 
To nie miało prawa się wydarzyć ! - Ja sama to sobie zrobiłam i muszę z tym żyć. 
Drżą mi ręce, ryczę jak dzieciak, wydzieram się w poduszkę bo już DOŚĆ Ciebie w moim życiu.
Usunęłam wszystko GDZIE byłeś, zablokowałam wszystko czym byłeś i nawet nie tęsknie za NICZYM a mimo to dziś ROZPIERDALASZ mi głowę i deptasz umysł, który już miał się całkiem dobrze...
Dlaczego tak jest? Dlaczego kiedy pozwalasz sobie odpuścić i godzisz się z zaistniałą sytuacją TO wszystko co miało jego zapach, przypomina jego głos, bądź wygląda jak jego oczy WRACA i drwi z Ciebie i Twojej naiwności. Przecież naprawdę nie chcę GO już w swoim życiu.
Ile jeszcze będzie TO trwać?! Kolejne lata? Kolejny raz mam walczyć z czymś co NIGDY nie istniało? 
Taka jest kara za bycie naiwnym i naiwnie wierzącym w emocje, którymi był...
Jestem tak bardzo zmęczona.
Tak po ludzku .
Jest mi wszystko jedno co robi, jak żyje, czy jest z NIĄ szczęśliwy bo to nie moje zmartwienie a mimo to DZIŚ pojawia się w mojej głowie jak zacięta płyta. 
Mam dość naprawdę się PODDAJE 
Nie przepłaczę kolejnej nocy, nie będę kolejny raz próbować zrozumieć.
BŁAGAM !
Spakuj KAŻDE wspomnienie i sobie i WYPIERDALAJ !
Nie mam już miejsca na zakłamanych egoistycznych narcyzów i hipokrytów.
Jesteś WOLNY więc pozwól i mi tę WOLNOŚĆ odnaleźć i zapomnieć jak wielki błąd popełniłam poznając Cię na parkingu i wierząc w jakiekolwiek słowo.
Znikaj.

piątek, 30 stycznia 2026

Czarna przepaść

 Dziś zrozumiałam, że to nie ja powinnam rozpadać się na miliony kawałków tylko Ty.
Dziś dotarło do mnie, że czarna przepaść mojego umysłu w który znów wpadłam bo uważałam, że nie potrzebuje nic więcej niż kłamstw i złudzeń, którymi mnie karmiłeś to kolejna lekcja i sposób bym zauważyła kogoś, kto jest przy mnie od 5 lat i od 5 lat nie próbuje zmusić mnie do MIŁOŚCI lecz czeka pomimo moich wzlotów i upadków zawsze jest i kiedy myślę, że śmierć byłaby najlepszym rozwiązaniem bym przestała czuć się źle - ON jest nawet jeśli o to nie proszę. Nawet jeśli milczę...
Od 5 lat walczę z NIĄ - DEPRESJĄ która zjadła mi umysł i zawładnęła demonami wewnątrz mojej głowy. Od półtora roku próbuję ją uciszyć, bywa różnie. Często poddaje się i tracę wiarę ale przecież nie bez powodu podjęłam walkę.
Kiedy mój ''na zawsze'' okazał się kłamcą i zupełnie obcą mi osobą mój świat ROZJEBAŁ się w drobny mak. Jedne o czym myślałam to o tym,że chcę umrzeć bo po 6 latach okazało się,że pomimo wszystko nie był tym za kogo GO uważałam - PĘKŁO MI SERCE. 
Wiesz co się wtedy czuje? Bezgraniczny ból, nie możesz oddychać, nie możesz myśleć, każdy organ w twoim ciele pali a każda tkanka jest jak nóż wbijany i wyciągany byś cierpiała bardziej. Chociaż nie wiesz dlaczego to ciebie wszechświat skazuje na takie cierpienie błagasz najbliższych by Cię zabili bo nie możesz znieść bólu,który wypełnia cię każdego dnia. Po jakimś czasie przestajesz być istotą ludzką. Stajesz się wiatrem odbijającym od ścian w oazie spokoju, jesteś łzami ludzi którzy nie mogą patrzeć jak umyka z Ciebie życie a kiedy już przestajesz czuć cokolwiek próbujesz odebrać sobie życie na miliony sposobów. Próbowałam wielokrotnie, próbowałam zabić tę samotność którą w sobie miałam i do dziś okazywało się, że nie jestem wstanie przestać popełniać wewnętrzne samobójstwo i wtedy poprosiłam o pomoc.
Okazało się,że ONA zawsze we mnie była i naprawdę przez długi czas dobrze sobie radziłam aż nie zapragnęłam czegoś więcej...
To więcej miało Twoje oczy i te pierdolone złudzenie mojego umysłu, że jesteś kimś kto mnie widzi- tak naprawdę . Przez tą pierdoloną iluzję, którą stworzyłam w swojej głowie znów dałam okłamać się tak samo. 
Nie żałuję.
Nie czuję już żalu i nienawiści bo jakaś część mnie ma nadzieję, że nie zawsze kłamałeś. 
Że chłopak z nad morza był w jakieś sekundzie prawdziwy.
Dziś pozwoliłam Ci odejść na zawsze bo zranić mą duszę można tylko raz.
I wiesz mam tylko naiwną nadzieję, że kiedyś kiedy będziesz w takiej samej CZARNEJ PRZEPAŚCI swojego umysłu jak ja teraz przypomnisz sobie dziewczynę, która gdy wszyscy mieli Cię gdzieś...
Gdy MIŁOŚĆ twojego życia powinna być przy Tobie to Ja pojechałam ratować Twoje marne istnienie.
Z sercem na dłoniach, mając nadzieję, że z jakiegoś powodu znalazłam się w Tamtym momencie Twojego życia i że z jakiegoś powodu to miałam być właśnie ja.
Mam taką nadzieję, że wtedy zrozumiesz jak bardzo zraniłeś moją duszę i że właśnie wtedy pomyślisz, że zrobiłam To mając jedynie naiwne złudzenie Ciebie- człowieka który nasrał na mnie i sprawił, że znalazłam się na początku drogi - nie poddam się.
Znów walczę o każdy dzien.
Czasem nie mam siły wstać z łóżka, umyć zębów i zrobić sobie kawy i wtedy wciąż Cię NIENAWIDZĘ ale czasem tak jak Dziś myślę,że tak miało być...
Bo przecież wszechświat wie co robi
Albo znów tylko mi się tak wydaje....
 Już nie płaczę do 4 rano
Już nie tęsknie
Już Ci wybaczyłam 
Jesteś wolny
Bądź szczęśliwy gdziekolwiek teraz jesteś.
Żegnaj.

piątek, 23 stycznia 2026

Ataki paniki !

 Wieczory są najgorsze.
Kiedy już wszystko wokół cichnie, świat za oknem obejmuje ciemność, Haze leży na brzegu łóżka jakby czekał aż usnę a ściany w mojej oazie spokoju skurczają się na tyle, że nagle zaczyna brakować mi tchu i aby to przetrwać odpalam papierosa, zamykam oczy i powtarzam sobie, że gorzej już być nie może- zazwyczaj to pomaga... Zazwyczaj
Kiedy uda mi się uspokoić DEMONY w mojej głowie, poukładać wspomnienia i uciszyć rozpacz zazwyczaj usypiam. Zazwyczaj
Dzisiejszej nocy przyszedł poraz pierwszy od dawna - ATAK PANIKI ten był znośny. Lekko drżące ciało,szybki oddech, trwał może z 15 minut .
Około 4 rano było najgorzej. Obudziłam się drżąca tak bardzo, że Haze szczekał obok łóżka. NIE MOGŁAM ODDYCHAĆ, kiedy próbowałam to jakby ktoś zaciskał na mej szyi sznur - MOCNIEJ I MOCNIEJ.
Zadzwoniłam do mamy.
W takich chwilach cieszę się, że mieszka na dole. Kiedy przyszła zaspana i dysząca już wiedziała co się dzieje. Znała TEN stan . 5 lat temu po powrocie z Holandii było dokładnie tak samo.
-Weronika uspokój się nie możesz sobie tego robić.
Leki, kilkanaście przejść  pokoju, płacz, walka o oddech. Kiedy już robi się niedobrze mama łapie za telefon, chcąc wzywać karetkę - ostatnim razem spędziła ze mną na SORZE 6 długich godzin..
-Mamo przejdzie, przepraszam.
Ona wie, że znów walczę z tym co mam w głowie, że to nie kwestia wyboru a coś na co nie mam wpływu. 
Atak trwał godzinę, mama chciała przy mnie zostać ale po co? Skoro z nią czy bez niej dalej będę walczyć.Wyszła.
Nie wiem dlaczego tak się dzieje, że kiedy serce daje sobie spokój mój rozum jakby nie zakodował polecenia- buntuje się a ja nie mogę NIC na to poradzić.
Nienawidzę DEPRESJI to ona tak bardzo mnie osłabia chociaż naprawdę próbuję z nią walczyć jak równy z równym - nie zawsze mi się udaje a NAJGORZEJ jest kiedy zawodzi mnie CZŁOWIEK.
Kiedy okazuje się, że moje dobre serce zostało obsrane i że NIC co powiedziałam nie miało najmniejszego znaczenia bo byłam ....-NO właśnie KURWA kim? 
Planem B dla rozrywki ? 
SPIERDALAJ, błagam SPIERDALAJ z mojej głowy. 
Nienawidzę Cię tak bardzo i tak bardzo chcę zapomnieć o wszystkim co ZNISZCZYŁO mnie w sekundę.
SPIERDALAJ.
Niech wszechświat zakoduje, że przestałeś mieć znaczenie z dniem wczorajszym a dziś jesteś już tylko błędem, którego NIGDY więcej nie popełnię.
Naiwna marzycielka wróciła na Ziemię. Może MIŁOŚĆ nie jest dla mnie, może Świat tak bardzo zwariował, że MIŁOŚĆ przestała istnieć a ludzie przestali czuć, zaczęli uciekać.
Nie wiem ale strach przed SAMOTNOŚCIĄ przeraża mnie na tyle mocno iż znów nie mogę złapać tchu.
Nie mogę złapać tchu.

czwartek, 22 stycznia 2026

Jestem z siebie DUMNA !

 Dziś kiedy o 6 rano nie mogłam zasnąć zastanawiając się Dlaczego znów mnie TO spotyka zrozumiałam, że to nie ja byłam problemem a KŁAMSTWA w których się pogubiłeś i zrozumiałam, że potrzebowałam poznać Twoje oblicze z dnia wczorajszego...
Kiedy zamiast ''dziękuję, że nie byłaś obojętna kiedy wszyscy mieli mnie w dupie'' przeczytałam, że jestem nienormalną ćpunką , alkoholiczką i psychopatką i wiesz co do mnie dotarło, że jestem dobrym człowiekiem bo od kiedy poznaliśmy się na parkingu nie udawałam NIKOGO, nie kłamałam i byłam sobą-prawdziwa, szczera z naiwną nadzieją, że nie okażesz się SKURWYSYNEM a jednak nim jesteś i dziękuję komuś kto sprawił, że przestałam żyć iluzją.
Dziś wszystko mi przeszło- żal, rozpacz, nienawiść i poczucie beznadziei. 
Dziś zrozumiałam, że jestem z siebie DUMNA bo pomimo DEPRESJI która od 5 lat zjada mi umysł przez faceta, który miał być ''na zawsze'' a okazał się kłamcą który dymał inna a rano całował mnie w czoło mówiąc, że kocha...Pomimo tego, że 5 lat temu pękło mi serce i od tamtego momentu, każdego dnia błagałam o śmierć przestałam się bać . Po 1,5 roku terapii, kilkunastu opakowań antydepresantów mogę być z siebie dumna, że zobaczyłam Twoją duszę- tę, która cierpiała, czuła i była wypełniona emocjami, które sama znałam doskonale...
5 lat temu przysięgłam sobie, że nigdy już nikogo nie okłamie, że nie zrobię drugiemu człowiekowi tego co zrobił mi mój ''na zawsze'' i dziś uśmiecham się sama do siebie bo dotrzymałam słowa.
Znam swoje wady, wiem, że często uciekam w czasoprzestrzeń, której znać mój umysł nie powinien ale przecież NIKT nie jest doskonały i każdy z nas upada by podnieść się i walczyć ze światem i ludźmi do których nikt nie dołączył instrukcji.
Dziś przeczytałam wszystkie wiadomości od Ciebie.
Przesłuchałam wszystkie głosówki..
Odwiedziłam wszystkie miejsca w których byłeś chłopakiem z nad morza i wiesz co ?
Płakałam i bolało mnie serce bo dałam Ci w ręce swoje serce, zaufanie i nadzieję błagając byś nie zrobił mi krzywdy mówiąc jak każdego dnia walczę z demonami w głowie które powtarzają bym przestała żyć.
Pomimo, że OBIECAŁEŚ okłamałeś mnie i dziś nie jesteś chłopakiem,którego poznałam rok temu.
Nie wiem czy to kwestia alkoholu, innych używek, miłości, czy strachu, że poznałam każdą Twoją kłamliwą tajemnicę ale zatraciłeś siebie .
Jesteś narcystycznym wampirem emocjonalnym, który tylko potrafi brać, brać i brać i uważa, że świat skrzywdził go najbardziej a to TY robisz sobie największą krzywdę.
Dziś pozwalam Ci odejść NA ZAWSZE z mojego życia i mam nadzieję, że kiedyś zrozumiesz, że szacunek, szczerość, emocje i okazywanie komuś uczuć- tych prawdziwych nie tych udawanych to coś wyjątkowego to coś czego unikasz udając, że jesteś lepszy od innych nie mając NIC do zaoferowania- poza ZAKŁAMANĄ wersją siebie .
Ja widziałam Cię prawdziwego i wiem, że o tym wiesz i to Cię przeraziło, że straciłeś kontrole nad GRĄ którą prowadzisz z każdą osobą w swoim życiu.
Dziś plaża pachniała ulgą i spokojem.
Dziś piasek był pokryty mrozem a szum fal rozbijających się o brzeg wyciszył demony w mojej głowie.
Dziś już nie płaczę.
Wypijam setkę wódki na pożegnanie, pale ostatniego papierosa i pozwalam byś zniknął pośród wspomnień i nieudanych eksperymentów w mojej głowie.
Bądź prawdziwy i przestań udawać....

Jestem z siebie DUMNA.
Jestem prawdziwa pośród zakłamanych iluzji złamanych serc.
A Ty ?
Kiedykolwiek byłeś SOBĄ ?

środa, 21 stycznia 2026

H I P O K R Y T A !

 Nie sądziłam, że kiedykolwiek zasłużę na takie traktowanie.
Nie sądziłam, że akurat ON okaże się KŁAMCĄ, HIPOKRYTĄ, MANIPULATOREM i chuj wie kim jeszcze...
Gdybym miała dziś taką moc - naplułabym Ci w twarz i śmiała prosto w te ZAKŁAMANE oczy.
Twoja mama ma rację: WÓDKA ODEBRAŁA CI ROZUM.
Rozjebałam się- emocjonalnie, psychicznie i znów zderzyłam się z PIERDOLONYM światem obłudy, iluzji i czegoś czego nie pojmuje. Dobrze wiedział, że NIENAWIDZĘ KŁAMSTWA- bardziej niż czegokolwiek w życiu a mimo TO postanowił mnie zwodzić, upokorzyć i  jak się okazuje wykorzystać moją naiwność do cna po czym wzruszyć pierdolonymi ramionami i udawać, że to ja go SKRZYWDZIŁAM- że to ja kłamałam mu prosto w ryj kiedy leżał obok.
HISTORIA LUBI SIĘ POWTARZAĆ -co stara? ! A masz za swoje, skoro taka z Ciebie bohaterka ''skrzywdzonych dusz'' to teraz PŁACZ aż dusza z Ciebie uleci. SAMA TO SOBIE ZROBIŁAŚ !
Widzisz, kiedy Go poznałam straciłam kontrole nad umysłem, ciałem, emocjami. Po 4 latach walki i uciekania przed jakimikolwiek uczuciami, emocjami zrobił mi nieporządek w chaosie a przecież miałam już NIGDY nie pozwolić DOTKĄĆ swojej duszy. Zraniono mnie wystarczająco mocno, kłamano, wystarczająco długo i wtedy kiedy ZDRADZONO mnie w najbardziej krzywdzący sposób- naprawdę pękło mi serce...Przez 4 PIERDOLONE lata udawało mi się chronić swoje serce, umysł i duszę aż do spotkania CIEBIE ! Żałuję...Naprawdę dziś żałuję, że odpisałam i wsiadłam w samochód...
To miał być tylko SEX bo byłeś na chwilę, sekundę a przecież dzieliło nas wiele kilometrów, tajemnic i emocji. Wyjechałeś i może gdybym wtedy dała sobie JEBANY spokój...Wróciłeś, miałeś urodziny...-ZA KAŻDYM JEBANYM razem wywoływałeś we mnie współczucie i sprawiałeś, że nie potrafiłam Ci odmówić bo mnie też zraniono KUREWSKO mocno i w jakiś emocjach, Twoich emocjach widziałam siebie...    A ty od samego początku grałeś w jakąś gre, której KURWA nie pojmuje ! Wiedziałeś, WIEDZIAŁEŚ kurwa jak bardzo mnie zniszczono a mimo to z premedytacją GRAŁEŚ dalej- do DZIŚ.

Przed sylwestrem z dupy- napisałeś . I znów nie potrafiłam Ci odmówić, nie potrafiłam mieć Cię w dupie a naprawdę powinnam Cię wtedy olać- tak naprawdę. Płakałeś, byłeś najebany, błagałeś a ja ... NAIWNA, PIERDOLONA idiotka - wsiadłam w samochód i pojechałam Cię ratować bo przecież mnie potrzebujesz- BOŻE jak ja mogłam być tak ślepa, tak naiwna i tak POPIERDOLONA.
Nie rozumiem jaki miałeś cel w TYM całym gównie, które zrobiłeś z całej tej znajomości. Nie rozumiem po co wypowiadałeś słowa, których znaczenia nie rozumiesz.... Nie wiem KURWA dlaczego to ja musiałam być tą ŚLEPĄ i naiwnie wierzącą w Twoją biedną, zranioną duszę.
GÓWNO PRAWDA !
Pomimo, że teraz mam ochotę umrzeć z NIENAWIŚCI do Ciebie,z bólu, poczucia porażki i pewnie nie wybaczę sobie już NIGDY że byłam taka naiwna ale cieszę się, naprawdę się cieszę, że dziś okazało się iż chłopak, którego poznałam na parkingu NIGDY NIE ISTNIAŁ.
Jestem Twoją KARMĄ za wszystkie kłamstwa, które wkładałeś w głowę napewno nie tylko MI.
Mam nadzieję,że będziesz CIERPIAŁ - mocno i długo i że SAMOTNOŚĆ wypełni Twoje ciało, umysł i duszę a kiedy już nie będziesz mógł oddychać - NASRA Ci w głowę i powie :
A masz TCHURZU .
Wystarczyło nie kłamać i nie udawać .

niedziela, 18 stycznia 2026

Wyparcie

 Nie potrafię się pozbierać..
Nie potrafię zrozumieć, DLACZEGO? 
NIE POTRAFIĘ ZAPOMNIEĆ. Słów, gestów, zapachu i tego że TU byłeś- na chwilę, na moment w którym zjebałeś całe moje istnienie i wyrwałeś mi serce ale byłeś....
Dziś jestem TU sama- Haze leży obok jakby wyczuwał, że rozpierdalam się na miliony kawałków.
Tęsknie i nienawidzę Cię jednocześnie. 
DLACZEGO MI TO ZROBIŁEŚ ? Po co pojawiłeś się, powiedziałeś TO wszystko po czym znów uciekłeś bo boisz się uczuć? Ja też do KURWY się ich boje, bałam się kiedy odebrałam telefon od Ciebie i kiedy jechałam do Ciebie bo doskonale wiedziałam, że zranisz mnie kolejny raz a mimo to jakaś część mnie miała PIERDOLONĄ nadzieję, że tym razem będzie inaczej...
Płakałam ostatnie tygodnie, błagałam Stwórcę, Boga, Wszechświat by pozwolił mi umrzeć bo znów pozwoliłam sercu pokochać kogoś kto ma WYJEBANE w moją MIŁOŚĆ. 
Ostatnie tygodnie próbowałam zapomnieć, wyprzeć wszystkie emocje, uczucia i powtarzałam wszystkim dookoła, że jest dobrze- że przecież zawsze NIC dla Ciebie nie znaczyłam i tylko JA chciałam Cię kochać a potem wracałam do domu, otulałam się kołdrą, przykładałam poduszkę do twarzy i darłam się z rozpaczy, rycząc jak dziecko bo przecież jak do KURWY mogłam być tak naiwna?!
Czasem chciałabym żebyś zadzwonił powiedział, że przepraszasz ale wszystko co mi powiedziałeś to było PIERDOLONE kłamstwo - może byłoby mi łatwiej. Czasem chciałabym żebyś napisał, że tęsknisz nie wiem za czym ale może za mną kiedy się uśmiechałeś. Czasem chciałabym zobaczyć, że wróciłeś do NIEJ może wtedy przestałabym oszukiwać sama siebie, że coś dla Ciebie znaczyłam.
Może byłoby mi łatwiej.
POJEBANE - dlaczego los tak drwi z mojego istnienia? Dlaczego pozwala mi kochać ludzi, którzy na to nie zasługują ? Dlaczego znów pozwolił mi mieć nadzieję, że dla Ciebie będę kimś kim TY jesteś dla mnie. 
Jestem tak zmęczona BÓLEM, który wypełnia całe moje wnętrze. Płaczem, który pali mi oczy i przypomina, że nie jestem warta miłości. Żalem do ŚWIATA, Ciebie, całego tego gówna że pozwoliliście mi UWIERZYĆ że mam szanse być szczęśliwa. 
Nie wiem z jakiego powodu poznaliśmy się wtedy na parkingu.
Ani dlaczego czekałam na Ciebie pół roku bo zawsze wracałeś - bardziej smutny, bardziej mnie potrzebujący. Nie mam pojęcia po CHUJ wsiadłam w samochód i pojechałam Cię ratować wiem jedno - CIERPIE  tak kurewsko po ludzku rozpaczam , tęsknie i próbuje żyć chociaż nie mam już siły...
Piszę tysiące wiadomości do Ciebie, których nie wysyłam.
Wymiotuje rano bo biała kreska ratuje mnie przed zagładą umysłu ale mój organizm już ma dość.
Pije wieczorami wódkę PIGWOWĄ bo z Tobą smakowała wyjątkowo a teraz pozwala mi spać.
Pale miliony papierosów bo nie potrafię poradzić sobie z MIŁOŚCIĄ którą dla Ciebie mam.
Nie chcę już złudzeń i kłamstw.
Nie chcę nawet wyjaśnień.
Chcę wiedzieć czy wszystko co mi powiedziałeś było pierdolonym kłamstwem? 
CZY naprawdę NIC nie znaczę 
 BO Ty jesteś wszystkich co dotychczas miało znaczenie.

Upadek

 Czy kiedykolwiek byłeś w miejscu w którym przestałeś wierzyć, że wszystko co wydarzyło się w Twoim życiu dotychczas miało na celu tylko Cię...