niedziela, 15 stycznia 2023

Czarna dusza

 Nienawidzę !

Nienawidzę człowieka,który sprwił,że gnije od środka.

Nienawidzę człowieka,który pojawił się w mym życiu tylko po to by doszczędnie zrujnować mój umysł.Nie potrafię spojrzeć na siebie z dystansu,nie potrafię powiedzieć o sobie NIC co miałoby pozytywne znaczenie.''MAM CZARNĄ DUSZĘ ''-usłyszałam wczoraj i z uśmiechem od ucha do ucha nie potrafiłam zaprzeczyć.Wciąż kłamie,wciąż ranię i wciąż niszczę wszystko i wszystkich,którzy w jakikolwiek sposób chcą zbliżyć się do mojego czarnego świata i opuszkami palców dotykać mojej przestrzeni.Wariuje kiedy bezpieczna odległość przenika przez granice podświadomości i jestem wkurwiona kiedy nie kontroluje niczego co wytwarza mój umysł.Zazwyczaj są to kurewsko pojebane myśli,zazwyczaj zabijam siebie i zastanawiam się na CHUJ ja istnieje,skoro nie potrafię znaleźć TU dla siebie miejsca.Po co wciąż się budzę skoro każdego dnia toczę walkę-walczę by się nie poddać.Nie chcę już NICZEGO co mogłabym stracić i na czym mogłoby mi zależeć.Nie chcę już wierzyć,że jeszcze w oczach kogoś innego zatracę się tak jak w JEGO.Nie chcę uwierzyć a później znów upaść i czuć się jak gówno wdeptane w Ziemię.Odebrał mi wszystko ! Miłość,wiarę,nadzieje,poczucie własnej wartości - zostawiając namiastkę człowieka w czarnej szacie bólu i rozpaczy.JUŻ go NIE KOCHAM ! Nienawidzę go na tryliony sposobó,już za nim nie tęsknie,już mi na nim nie zależy.Rozmywa się jak poranna mgła unosząca się pomiędzy drzewami,jak dym z kolejnego papierosa w mojej oazie spokoju.Wciąż nie wiem kim jestem ani co ja tu właściwie robię.Wciąż nienawidzę samej siebie a kiedy oaze spokoju ogarnia mrok wieczoru becze jak małe dziecko mając nadzieję,że przestanę czuć się tak zjebanie.Każdy oddech sprawia mi ból jeszcze większy od poprzedniego,każdy krok boli mnie bardziej niż kiedykolwiek indziej,każda myśl o przyszłości rozpierdala mi umysł a świadomość,iż już wielokrotnie moja naiwność doprowadziła mnie do PIEKŁA w którym żyje -jest kolejną kreską wciągana przez znaną mi i wam narkomankę z rogu znanej nam ulicy.Mój świat to czerń,ból i płacz.Mój świat to miliony emocji o których już nawet nie potrafię opowiadać.

Jestem pustką.

niedziela, 8 stycznia 2023

Ukojenie

 Tęskniłam dniami,miesiącamy.

Miałam nadzieję za każdym razem kiedy paląc papierosa na balkonie wypatrywałam auto wjeżdżające na podwórko.Wierzyłam za każdym razem kiedy otwierałam wiadomości,przeglądałam stare zdjęcia.Raniłam samą siebie błagając bliskich by zwrócili mi wszystko czym Byłeś.Straciłam swoją godność błagając i Ciebie byś wrócił-STRACIŁAM zmysły kiedy kolejna nieprzespana noc sprawała,że czułam Twoją obecność na każdym pierdolonym kroku.Dziś nie ma już NIC-nie ma wspomnień-wszystko jest kartonem ułożonym na szufladach mojego umysłu z napisem ''nic ważnego''.Zabawne,prawda ? Przez kilkanaście miesięcy ryczałam,błagałam stwórcę by przerwał moje istnienie,darłam ryja by pozwolił mi zdechnąć gdyż ból był nie do wytrzymania.A kiedy ktoś powtarzał mi,że potrzebuje czasu lub że wszystko będzie dobrze -dostawałam wewnętrznej furii i miałam ochotę wydrapać wszystkim serca by poczuli to samo co ja.A dziś śmieje się sama z siebie bo człowiek jest tak pojebaną istotą,iż jest to nie do pojęcia.Kiedyś sądziłam,że muszę kogoś kochać tak mocno jakby nikt inny na świecie nie istniał-bo tylko wtedy i ja będę tak kochana-nic bardziej mylnego.Kochałam dwukrotnie tak mocno i tak bez opamiętania i dwukrotnie kopnieto moje serce i zdeptano umysł,uświadamiając mojemu ja jakim NIKIM jest w otaczajacym mnie świecie.Nie wiem dlaczego wciąż zastanawiam się kto gdzieś tam w czasoprzestrzeni układa nam plan istnienia-skoro skazuje nas na 6 lat kłamst i zdrad.Kto ma na tyle odwagi,iż wystawia nasze istnienie na próbę tak skrajnego samobójstwa ...Nie mam pojęcia.Wiem,że KIEDYŚ naiwnie wierzyłam w księcia z bajki,który kiedy się pojawi cały świat przestanie istnieć a dana chwila będzie trwać wiecznie -dziś nie wierzę w nic co mogłoby nazywać się MIŁOŚCIĄ i w nic co potrzebuje mojego zaufania,wiary i siły do walki o coś co i tak zostanie zdeptane jak gówno mojego psa na trawie,każdego poranka.

Tak bardzo beznadziejnie pusta wewnętrz siebie i tak bardzo obojętna nie byłam nigdy wcześniej.

Nigdy wcześniej nie sądziłam,że ktokolwiek kiedykolwiek mnie tak zniszczy i doprowadzi mój umysł do stanu kiedy tylko oaza spokoju sprawia,że czuję bezpieczeństwo.

Nie widzę,nie słyszę,nie czuję,

Jestem uśpionym manekinem pomiędzy kłamstwem a bólem.

Niepewność

 Nie potrafię już pisać.

Nie potrafię racjonalnie myśleć i emocjonalnie określić samej siebie.Przepaść pomiędzy mną a moim umysłem toczącym bitwe,której nie sposób wygrać -pogłębia się a ja nie mam już wyboru albo skoczę albo ktoś znów podłoży mi nogę bym i tak spadła.Szukam samej siebie,szukam swoich marzeń,celów,szukam jakiegoś punktu zaczepienia by być,istnieć i mieć nadzieję.Jednak wciąż niepewność siedzi na rogu mojego łóżka,powtarzając po tysiąckroć,że ja nigdy nie będę szczęśliwa.Naiwna idiotka gdzieś w głębi serca wciąż liczy,że istnieje na świecie ktoś kto uratuje jej duszę przed totalną wewnętrzną zagładą.BZDURA ! Przywykłam do bólu wewnętrz siebie,przywykłam do pustki jaką po sobie zostawił,przywykłam do samotnych wieczorów,bezsennych nocy i litrów łez wylanych bez głębszego sensu ale tak bardzo mi potrzebnych.Jak uwierzyć,że jeszcze kiedykolwiek,cokolwiek ulegnie zmianie ? Skoro za KAŻDYM pierdolonym razem jest jeszcze gorzej-jeszcze bardziej cierpie,jeszcze bardziej nienawidze samej siebie.Co jeśli i tym razem się rozczaruje tak bardzo,iż pęknie mi serce lub umrę z poczucia bezradności i beznadziejności swojego istnienia.Być dla kogoś ważna?Być komuś potrzebna ?- tak wiele ? Nie chcę już romantycznej miłości opisanej w tanim romansidle z kiosku na rogu znanej mi i wam ulicy,nie chcę obietnic,które z biegiem dni i tak nie znaczą nic,nie chcę kłamstw,sztucznych uśmiechów i słów ''na zawsze''-chcę być TU i teraz, nie analizować niczego i nie obwiniać samej siebie na swój los,chcę wiedzieć,że jest,będzie i zostanie bez niepewności i strachu.Zraniona,potraktowana jak gówno nie potrafię już wierzyć,że świat jest lepszy a ludzie nie wszyscy są tacy sami - jednak jakaś PIERDOLONA część mnie wciąż ma nadzieję,że gdzieś tam jesteś i uratujesz mój umysł,duszę i poskładasz rozjebane na milion kawałków serce.Jestem narkomanką na detoxie,alkoholiczką nienawidzącą smaku wódki i tytonioholiczką palącą miliony papierosów -mam swoje wady,mam ich kurwa mnustwo ale jestem niepokonanym wojownikiem dnia codziennego.Upadałam już tyle razy,że jest mi wszystko jedno co przyniesie nowy dzień,zraniono mnie tak bardzo,iż bez znaczenia są dziś dla mnie słowa,wystawiano mnie na próbę tyle razy,iż już naprawdę PIERDOLI mnie fakt co powinnam a czego nie.!

Czasem samotność doprowadza mnie do skraju szaleństwa i wtedy zastanawiam się co zrobiłam w swoim życiu źle skoro nigdy nikomu na mnie nie zależało.

Czasem jestem tak zmęczona patrzeniem na walkę innych o dzieci,dom,faceta czy po prostu miłość,iż wzruszam bezmyślnie ramionami,szyderczo się uśmiechając,powtarzam ''I po chuj mi to wszystko?''.

Nie wiem czy moja wewnętrzna samotność i nienawiść do świata osiągneła maksymalną skalę lecz wiem,że gdybym dziś przestała oddychać nic by to nie zmieniło wręcz przeciwnie zrujnowałoby życie wielu osobą,na których przecież mi zależy.

Jesteś tam?

Uratuj mą duszę.

środa, 21 grudnia 2022

CHaos

 Dziś jest TEN dzień kiedy nie potrafię się odnaleźć.

Dziś jest chaosem,którego mój umysł nie potrafi uciszyć.Toczę jakąś jebaną walkę z głosami w głowie,które poraz setny powtarzają mi,że nie pasuję do otaczającego mnie świata.Czasem próbuję uwierzyć i mieć minimalną nadzieję,że wszystko jakoś się ułoży i wtedy śmieję się samej sobie w twarz myśląc:KURWA jaka ty jesteś naiwna.Mam 29 lat,rozjebane życie,umysł,który wciąż zastanawia się jak popełnić wewnętrzne samobójstwo w taki sposób by nikt nie cierpiał i serce,które pomimo wad wciąż naiwnie bije wierząc,że za jakiś czas przestanie walczyć o coś co i tak nie ma sensu-walczyć o własne istnienie.To nie jest tak,że nie chcę żyć lecz jak mam istnieć skoro każdy organ,każda tkanka mojego ciała udowadnia mi,iż nie mam już sił by uciekać,chować się w oazie spokoju,płakać i próbować zrozumieć DLACZEGO właśnie mnie wystawia się na próby życiowych porażek skoro jestem już na pograniczu życia i śmierci.Wielokrotnie powtarzałam sobie,że to co się wydarzyło - że muszę to zaakceptować ponieważ muszę pozwolić MU być szczęśliwym pomimo,iż ja będę rozpierdalać umysł o ścianę milion razy dziennie,pomimo,iż będę błagać by ktoś TO przerwał i pozwolił mi przestać oddychać.Teraz już nie wiem czy jestem na tyle silna by wciąż jakoś funkcjonować,zaciskać pięści i próbować mieć nadzieję.KURWA od roku analizuję to samo,od roku upadam,wstaje,idę dalej,potem znów upadam,rozpierdalam się na miliony kawałków i znów zaciskam pięści a mimo to teraz jest jakby inaczej...Ostatnio ubierając choinkę płakałam 2 godziny nie znając w sumie racjonalnego powodu po czym moja nainość i bezradność tak mnie wkurwiły,że ryczałam jeszcze gośniej tak by usłyszał mnie sam szatan.Ostatnio tak bardzo BOLAŁA mnie dusza iż krzyczałam do samej siebie :TO KARMA SUKO za wszystko co zrobiłaś ludzią którzy byli dla Ciebie ważni.-głupota.Ja już naprawdę nie wiem jak MAM to udźwignąć i jak toczyć walkę z niewidzialną SUKĄ która wcija mi czarne brudne szpony pomiędzy żebra i szyderczo cieszy się kiedy znów błagam o przerwanie GÓWNA w jakim się znajduje.Nie chcę już WSPOMNIEŃ z nim związanych,nie chcę momentów kiedy ten SYF wraca do mnie i kiedy tęsknie za czymś czego do KURWY już NIGDY nie bedzie.Nie chcę już słyszeć słów,które nic nie znaczyły i nie chcę czuć się GÓWNEM którym dla NIEGO byłam.Nie potrafię już pisać ani mówić,nie porafię już nawet oddychać-jestem tak kurewsko zmęczona iż chciałabym by koniec roku był końcem wszystkiego co mnie dotyczy.

Myślisz sobie,boże co za idiotka-ma wszystko,dom,rodzinę,psa który wtula się w mą szyję za każdym razem kiedy płaczę,przyjaciół którzy powtarzają,że jeszcze będzie dobrze a mimo to użala się nad sobą...    Oddam to wszytsko w zamian za CISZĘ ,brak uczuć,emocji i wymazanie pamięci.Oddam wszystko by ZAPOMNIEĆ o każdym bólu,rozczarowaniu i przestać czuć nienawiść do każdego faceta,który się do mnie uśmiecha mówiąc: dzień dobry.Nie wiem do KURWY,naprawdę nie wiem jak żyć.Może złoty strzał w rynsztoku otaczjącej mnie rozpaczy to naprawdę idealne rozwiązanie.

Świąteczny upadek

 To dziwny dla mnie czas.

Tkwie od jakiegoś momentu pomiędzy emocjonalnym zawieszeniem duszy a ucieczką od wszelkiego rodzaju ryzyka.Wciąż nie wiem kim jestem ani jaki Stwórca ma dla mnie plan lecz przestałam To analizować.Wstaje rano,odpalam papierosa na balkonie i akceptuje wszystko co stawia na mej drodze,czasem upadnę i błagam GO o wymazanie z pamięci wszystkiego co mnie spotkało,czasem płacze a nawet rycze jak małe naiwne dziecko mając nadzieję,że w ten sposób przestanę się TAK czuć.Jak zapytasz? Sama nie wiem-niby jakaś część mnie potrzebuje męskich ramion,rozmów,pocałunków i poczucia,że nie jestem TU sama ale TA druga ja robi WSZYSTKO by nikt nie zbliżył się do mnie bardziej niż na wyciągnięcie ręki,po czym ZNIKAM   jak mydlana bańka bo wiem,że NIE potrafię dać od siebie nic więcej...Czy to znaczy iż limit miłości został w mym życiu doszczędnie wykorzystany? Kochałam tak bardzo,iż będąc teraz USZKODZONA i NIEKOMPLETNA nie zaufam już nikomu więcej?Nie wiem na dzień dzisiejszy wciąż mój naiwny umysł wspomina momenty,które już dawno powinien był zapomnieć.Czasem czuję zapach perfum lub czuję dotyk gdzieś pomiędzy dłonią a palcami ściskający moją dłoń,słyszę głos i puste nic nieznaczące słowa i wtedy wiem,że nie powinnam wykazywać jakiejkolwek tęsknoty za czymkolwiek związanym z czasem przeszłym...To zabawne,nieprawdaż ? Ty rozpadasz się na miliony pierdolonych atomów w czasoprzestrzeni a miłość,którą dla Ciebie był dyma inną dupę wyznając jej miłość i zapewniając,że NIGDY od niej nie odejdzie-PIERDOLONE KŁAMSTWA.Tak bardzo nienawidzę TEGO uczucia bezradności,iż siadam na brzegu drzwi balkonowych,odpalam papierosa i pozwalam samej sobie płakać tak długo by dusza zaznała jakiegokolwiek ukojenia.Nie potrafię brnąć dalej i iść dalej nie oglądając się za siebie,dlaczego?Bo tak bardzo uszkodzono mój rozum,serce i spierdolono życie iż teraz za każdym razem kiedy wydaje mi się,że chyba udało mi się przez TO przebrnąć - umysł sprowadza mnie na ziemię krzycząc : IDIOTKO jak mogłaś być tak naiwna.Po czym przewija miliony wspomnień jak pokldkowy film w mojej głowie i BOLI jeszcze bardziej lecz ból jest jedynym racjonalnym i akceptowalnym uczuciem na jakie dziś sobie pozwalam.Obojętność,strach i nienawiść to wszystko co dziś mam do zaoferowania.Mnie już nie da się uratować.

Przepraszam.

niedziela, 27 listopada 2022

Akceptacja

Dziś pomiędzy kosmosem emocjonalnym a odbijającym się echem wspomnień próbuje odnaleźć kawałek siebie.Kim jest odbicie w lustrze na które spojrzeć nie potrafię,czym jest udawany uśmiech którego zaakceptować nie potrafie,co znaczy brak łez,krzyków w mojej głowie,które przecież ZAWSZE tu były.Stałam się obojetna,pusta a może po prostu przestałam czuć cokolwiek już dawno.Dopasowałam rozpacz i ból do monotoni dnia codziennego,przestając skupiać się na płaczu i tęsknocie-brakowało mi wielu rzeczy dziś cieszy mnie poranny zapach kawy z mlekiem i papieros palony na balkonie.Próbowałam,próbowałam zabić samotność odczuwaną każdego wieczoru kiedy otulam swoje ciało kołdrą,próbowałam zabić samotność,którą czułam za każdym razem kiedy wypatrywałam jego auta przez okno,próbowałam zabić samotność na miliony niedozwolonych mym sercu sposobów jednak nigdy mi się nie udawało.Chciałam spróbować zaufać komukolwiek,kto na to zasługiwał jednak rezygnowałam za każdym PIERDOLONYM razem kiedy czułam,że zbliża się do mej duszy na tyle blisko iż robi się niebezpiecznie-uciekam przed sobą,miłością i strachem przed kolejną utratą siebie.Wciąż powtarzając wszystkim dookoła,że wszystko jest dobrze a tak naprawde ROZPIERDALA mi się umysł każdego dnia,w każdej godzinie,sekundie i minucie.Już potrafię o TYM mówić,już potrafię przyznać jak wiele łez wypłakałam i jak bardzo moje serce kochało człowieka,który na to nie zasługiwał.Potrafię przyznać jak bardzo za nim tęskniłam i ja błagałam na kolanach Boga czy kogokolwiek innego by pozwolił mu do mnie wrócić i być TUTAJ sądząc,że bez niego sobie nie poradzę-być może jakaś część mnie umarła ale ja wciąż oddycham i to uważam za największy sukces naszego roztania.Każdy powtarzał ''potrzebujesz czasu'' ''wszystko będzie dobrze''-gówno prawda.! Każdy człowiek radzi sobie inaczej z odejsciem miłości swojego życia-nie mam pojęcia czy ON nią był ale był ważnym człowiekiem w moim życiu na tyle ważnym iż wciąż nie potrafię go znienawidzić.Chciałabym mieć magiczną tabletkę która wymazałaby ostatnie 6 lat mojego życia i wszystkie wspomnienia,te do kurwy dobre,uczucia być może wtedy przestałabym czuć TO czego nazwać nie potrafię-to nie tęsknota ani nawet już miłość to raczej żal pomieszany z poczuciem bezradności i ciągłe pytania na które nie potrafię do dziś znaleźć odpowiedzi.Zabawne ale to jemu zawdzięczam tak wiele a zarazem tak wiele mi zabrał.Zabrał mi wiarę w samą siebie i wiarę w lepsze jutro.Kiedy postanowił wybrać inną zabrał mi sens istnienia i pomimo,iż to ja odeszłam wciąż zastanawiam się co takiego dzieje się w naszych istnieniach iż ktoś postanawia nagle z dnia na dzień zmienić tor twojego marnego życia-nie mam pojęcia lecz wiem,że nic nie dzieje się bez przyczyny i to powtarzam sobie za każdym razem kiedy wracają wszystkie emocje,wspomnienia i ta pierdolona tęsknota za kimś o kim myśleć nie powinnam.Nie miałam zbyt wielu związków ale za każdym razem ponosiłam większą porażkę-kolejnej już chyba nie wytrzymam i to uczucie sprawia,że stałąm się murem nie do pokonania.Wiem,że jeszcze nie raz będę płakać i prosić stwórcę o kogoś kto po prostu mnie przytuli i powie,że dam sobie radę ale wiem też,że nie pozwolę już NIKOMU siebie tak traktować.Przestałam wierzyć w miłość a może po prostu przestałam jej tak bardzo potrzebować.

Nienawidzę samotności ale nienawidzę też bólu i cierpienia więc jak wybrać drogę odpowiednią dla swojego istnienia?

Żyj a reszta sama się ułoży..

Napewno....

wtorek, 15 listopada 2022

Pustka

 Nienawidzę stanu emocjonalnego mojego umysłu.Nienawidzę poczucia pustki jaka po sobie zostawiłeś...Nienawidzę braku wspomnień i uczucia znikającego bólu-bo przecież to tylko dzięki temu,że BOLAŁO wciąż miałam jakąś siłę by trwać.Więc co jeśli TO wszystko zniknie a jutro obudze się nie pamiętając nawet Twojego imienia....Teraz już nawet nie wiem czy pogodziłam się ze wszystkim co mi zrobiłeś czy przestałam naiwnie wypatrywać Cię przez okno w nadzieii,iż pewnego dnia przypomnisz sobie jak bardzo siebie potrzebowaliśmy.Nie wiem czy kochałam cie tak kurewsko mocno,iż teraz nawet nie pamiętam Twojego uśmiechu czy po prostu zraniłeś mój umysł i duszę na tyle mocno,że teraz ich naturalną obroną jest NIEPAMIĘĆ.Nie wiem dlaczego tak się w naszym życiu dzieje i kto pozwala na to byśmy kłamali,zawodzili się nawzajem wyznając sobie MIŁOŚĆ i naiwnie wierząc,że to NIGDY się nie skończy.Nie wiem jaki cel ma w sobie zrujnowanie nas i doprowadzenie do poczucia beznadziejności pomieszanej z pragnieniem śmierci i nienawiści samego siebie ?! Do KURWY czego ma nas nauczyć zdrada kogoś kto jeszcze kilka mięsięcy temu był CAŁYM Twoim światem,dziś będąc tylko przeszłością.

DO KURWY NIE POJMUJE logiki naszych istnień.

Kiedy się rodzimy stajemy się szczęściem dla ludzi,którzy dają nam życie-pozorne i chwilowe szczęście ale szczęście.Później jesteśmy przerażeniem dla ich odpowiedzialności i próbujemy być ich wyobrażeniem doskonałości dobrego człowieka jakim chcą byśmy byli.Jest beztrosko i łatwo kiedy następuje PIERDOLNIĘCIE i stajesz oko w oko z pierwszym rozczarowaniem,bólem i świadomością,że człowiek upada,wielokronie i KUREWSKO boleśnie a przecież nikt Ci o tym nie powiedział.Nikt wcześniej nie powiedział Ci,że MIŁOŚĆ którą każdy z nas przedstawia jako baśń o księciu na białym rumaku,który ratuje są księżniczkę stawiając czoła wszelkim przeciwnością to tylko wytwór naszych wyobraźni w rzeczywistości jest zupełnie inaczej....Wpadasz na kogoś przypadkiem,wasz wzrok się spotyka i już wiesz,że serce bije Ci milion razy szybciej to trwa nino sekundę ale ŚWIAT na chwilę się zatrzymuje a ty poraz pierwszy się ZAKOCHUJESZ.Bez wyjaśnień i ostrzeżeń,że bedzie jeszcze gorzej.Okazuje się,że pomimo,iż oboje czujecie to samo narkotyki,przeszłość i otaczający was świat nie pozwala wam na stworzenie wspólnego Ja.I wtedy stajesz się wrakiem człowieka po raz pierwszy i poraz pierwszy upadasz,błagając o pozbawienie Cię przywileju oddychania. Tak to się zaczyna:wszystko powtarza się kilkukrotnie tylko dlatego,że ktoś kto odpowiada za nasze życie i wybiera jak wiele masz w życiu do przetrwania nie potrafi się powstrzymać i pozwala Ci wciąż naiwnie wierzyć,że któregoś dnia będziesz dla kogoś całym światem.

Pojebane! Bo pozwalasz sobie poczuć kolejny raz miłość i okazuje się,że łączy was coś czego nigdy wcześniej nie czułaś do nikogo innego.Kiedy Cię dotyka twoje ciało drży a umysł produkuje miliony emocji,których nigdy wcześniej nie znałaś.Kiedy jest obok ciebie stajesz się niezniszczalna a kiedy łapie Cię za rękę na ulicy wiesz,że masz wszystko czego potrzebujesz.Mijają dni,miesiące,lata i nagle w JEDEN pierdolony dzień w ciągu JEDNEJ jebanej SEKUNDY przestajesz znaczyć dla NIEGO cokolwiek i stajesz się NIKIM.Pęka Ci serce,czujesz coś czego nidgy wcześniej nie czułaś i wiesz,że już NIKT więcej Cię nie naprawi.Jesteś niekompletna,pozbawiona wiary,najpierw płaczesz z poczucia bólu i rozpaczy,następnie kochasz wspomnienia,którymi się staje,potem nienawidzisz i znów stajesz się PUSTKĄ I ECHEM i nikt nie potrafi CI TEGO wytłumaczyć DLACZEGO? Dlaczego Ty ? Dlaczego tak się dzieje i co będzie dalej skoro nie wierzysz już w nic.

PUSTKA

CISZA

PŁACZ.

Upadek

 Czy kiedykolwiek byłeś w miejscu w którym przestałeś wierzyć, że wszystko co wydarzyło się w Twoim życiu dotychczas miało na celu tylko Cię...