poniedziałek, 7 marca 2022

Pragnienia

Żyjemy z jakiś powodów,oddychamy z jakieś przyczyny i podążamy wybranymi przez siebie drogami.Jedni chcą dobrej pracy,inni szczęścia,rodziny i przyjaciół jeszcze inni dużo kasy i wielkiego domu z basenem a ja-ja chciałam tylko JĄ odnaleźć.Opisana w książkach wytworzyła w mej głowie złudną iluzję na swój temat-okazała się tanią dziwką w podartych kabaretkach z rogu ulicy mi i wam doskonale znanej.Pragnęłam miłości,pragnełam poczucia,że nie jestem sama na tym świecie i że gdzieś tu obok jest ktoś kto podniesie mnie za każdym razem kiedy upadnę i będzie ocierał każdą łzę z mojego policzka...Naiwne nieprawdaż?-kurewsko nawine i po prostu nie możliwe.Jeszcze 5 miesięcy temu myślałam,że odnalazłam swoje miejsce na Ziemi i bratnią duszę,która nigdy mnie nie zawiedzie-BOŻE jaka ja jestem głupia.Zawiodła mnie na tyle iż dziś zdałam sobie sprawę jak obojętną istotą się stałam.Żyję chociaż tak jakby obok siebie,trwam chociaż tak jakby w zawieszeniu,uśmiecham się chociaż moje serce krzyczy tak głośną ciszą iż nie mogę wytrzymać-głosy w mojej głowie znów wytwarzają awanturę pomiędzy wiarą a fantazję,znów próbują uświadomić mi jak wiele razy kłamałam samą siebie wierząc,że TAK musi być,że TO jest tego warte- GÓWNO PRAWDA! Nic nie jest warte rozdartego serca,rozjebanego umysłu i bólu serca tak ogromnego iż nie do opisania...Chciałabym wtulić się w ramiona,które ochorniłby mnie TERAZ przed utratą zmysłów,przed burzą emocji którymi rzucam o biały sufit swojej oazy spokoju.Znów ryczę i znów analizuję swoje istnienie-BEZSENSU?Też tak myślę ale tylko w ten sposób jestem wstanie wyśmiać samą siebie i poraz kolejny uświadomić sobie jak manipulowana męskim ego,wierzyłam w miliony kłamstw-tylko po to by poczuć się komuś potrzebną i kochaną.Tak oo po prostu bez zbędnego pierdolenia.Chyba już nie potrafię nikomu zaufać ani chyba nawet nie chcę NIKOMU pozwolić wejść do mojego serca,by znów w nim namieszać-po co? Mam 28 lat,zjebałam sobie życie,podjełam milion złych decyzji i prócz rudego przyjaciela,który śpi obok mnie w łóżku i merda ogonem kiedy wracam do domu -nie mam niczego co mogłoby być jakimś sensem.
Kiedyś sądziłąm,że nie powinam była się urodzić-dziś nie zmieniłam zdania,jednak skrupulatnie analizując swój los -sama się uśmiecham bo jestem doskonałym argumentem do drwin stwórcy,który drwi ze mnie każdego dnia. JUŻ NIE MAM SIŁY Z TOBĄ WALCZYĆ - SŁYSZYSZ,KURWA ! Już naprawdę NIE MAM SIŁY...Obrałam najłatwiejsze rozwiązanie-wstaje rano i robię dokładnie to samo co dnia poprzedniego,zaciskam pięści,umysł i próbuję jakość wytrzymać kolejny dzień-po prostu.Wiedząc,że wszyscy obok mnie są szczęśliwi a ja wybryk natury wciąż jestem nieokreślonym zjawiskiem czasoprzestrzeni.
Zabawne jak miłość rozpierdala nam życie nie zdając sobie sprawy z konsekwencji .
Umarłam.

niedziela, 6 marca 2022

Rozmowa

 Pale papierosa na balkonie i kolejny raz obserwuje księżyc i gwiazdy.Otulona dymem i zapachem nikotyny,łkam tak by nikt mnie nie usłyszał,uderzam głową o futrynę drzwi,kilkukrotnie,tak by dotarło do mojego zajebanego umysłu,iż sama na własne życzenie czuję tak ogromny BÓL .Gasze papierosa,ocieram rozmazany tusz,biorę głęboki wdech.Szukam telefonu,który zaplontany pomiędzy stertą zapłakanych husteczek a zapłakaną poduszką odnajduje swoje miejsce.Spoglądam na ekran i pomimo,iż chciałabym zobaczyć coś innego widzę wiadmość '' Będę za pół godziny''.Patrzę na zegarek i szyderczo się śmiejąc wiem,że jestem już spóźniona jednak nie chcę opuszczać swojej oazy spokoju,nie chcę opuszczać swojej emocjnonalnej strefy komfortu jednak wiem,że teraz ON jest jedyną osobą,która pomoże mi zrozumieć swoje emocje i swoją rozpacz.Słyszę wjeżdżające auto na podwórko,dzwoni telefon.Odbieram,nie mówiąc nic.

-Długo mam na Ciebie czekać.?

-Nie mam...

-Werka gówno mnie to obchodzi !Masz za 3 minuty być na dole albo sam tam wejdę i Cię wyniosę chociażbym musiał Cię wyrzucić przez balkon musisz wyjść z domu. NATYCHMIAST.

-dobra.

Ubieram bluzę,mocno tuszuję rzęsy,pudruję rozmazany makijaż tak by nie zorientował się,iż od kilku dni ryczę bez przerwy,tak by nie zauważył iż od kilku dni nie spie,nie jem,nie myślę racjonalnie.Zaprowaszam psam do taty rzucając szybkie ''niedługo wrócę'' Słyszę pytania jednak zamykam drzwi i wychodzę.I kiedy wsiadam do samochodu przepełnionego zapachem THC i widzę jego przeszywający wzrok ,tak dogłębnie mnie znający wiem,że już wszystko wie,wiem,że chce krzyczeć na mnie jednak coś go powstrzymuje.

-Co jest z Tobą dziewczyno.

-Nie wiem.

-Werka coś się stało? Nie przychodzisz,nie dzwonisz,nie piszesz,NIC do kurwy i wyglądasz jakby ktoś wyrwał ci serce i nasrał do głowy.

-Właśnie tak się czuję.

-Nie wyszło ?

-Nie chciałam by wyszło chociaż mi zależało,nie pozwoliłam mu zostać wiedząc,że nie dam nic od siebie i tylko go zranię.

-To chyba dobrze zrobiłaś,więc kurwa w czym problem?

Przyspiesza a ja pękam-płacze tak głośno,iż nie mogę złapać oddechu,drży mi ciało,dłonie,umysł.Samochód się zatrzymuje.Ściska mi dłoń bym się uspokoiła,powtarza ''przestań'' ''Werka co się z Tobą dzieje''.

-Nie chcę żyć krzyczę przez łyz,ja naprawdę nie chcę żyć!

I nie pytając o nic otwiera schowek,jest tam coś co zawsze przynosiło mi ulgę chociaż na chwilę jednak dziś nie mogę,zamyam schowek,odpalam papierosa i dalej ryczę jak opentana.

-Nie ma już dla mnie nadzieii W.Nie ma już jakiejkolwiek iskry na końcu mojej drogi.Pierdolę wszystko czego się dotknę,ranię ludzi na których mi zależy i pozwalam by inni odchodzili ode mnie z niewyjaśnionych powodów wiedząc,że będę cierpieć tak mocno pozwalam im odchodzić a mimo to później brakuje mi ich obecności,rozmów,kurwa czegokolwiek.Tłumacząc sobie,że tak będzie lepiej,że jeśli ktoś nie będzie cierpiał przeze mnie ja sobie jakoś poradzę.NO KURWA nie radzę sobie i to tym razem na tyle iż ostatnia moja próba popełnienia wewnętrznego samobójstwa zakońćzona niepowodzeniem udowodniła mi,iż nawet ZABICIE swojej duszy mi nie wychodzi.Jestem tak kurwa beznadziejna iż nawet ćpanie i magiczna substancja są mi obojętne.Nie rozumiem co ja takiego zrobiłam temu na górze iż wciąż ze mnie drwi W...Nie pojmuje jak wiele rozczarowania,bólu,łez i samobójstw mam popełniać by zrozumiał,iż już nie mam siły.Nie pojmuje jak wiele jeszcze prób przygotował dla mego wycięczonego serca by pojął wkońcu iż już nie czuję nic poza nienawiścią do życia i samej siebie.BŁAGAM zabij mnie,błagam odbeirz mi życie bo ja już nie chcę oddychać.

-Jesteś głupia !

-Jestem głupcem,który wierzył,że tym razem będzie inaczej a jest jeszcze gorzej niż poprzednio,boli jeszcze bradziej niż wcześniej i jeszcze bardziej mnie zniszczyło.

MNIE JUŻ NIE MA.

TO tylko ciuchy na manekinie.

Kim jestem?

 Stałam się tak wielkim znakiem zapytania,iż sama zastanawiam się kim jest osoba,której postać odbija się w lustrze,które dziś mijam poraz kolejny.Kim stała się TA dziewczyna,która była niezniszczalnym wulkanem emocji,więźniem słów niewypowiedzianych jednak prawdziwych i pełna wiary w lepsze jutro-dziś żyje jakby obok siebie.Jakby świat zatrzymał się w momęcie kiedy spakowałam walizki i wyjechałam,jakby wszystko przestało istnieć kiedy okłamałeś mnie poraz pierwszy.Pozbawiona uczuć dziś nie mogę siebie zrozumieć,nie mogę pojąć dlaczego odpycham ludzi i dlaczego nie pozwalam im wejść do swojej duszy-dziś znów mi się śniłeś.Taki jak zawsze,subtelnie uśmiechnięty,z dołkami w policzkach,znów Cię widziałam,takiego samego jak 4 lata temu...Takiego samego jak w dzień kiedy mi pękało serce a Ty świętowałeś zwycięstwo.To żałosne wiem ale przez Ciebie nie potrafię kochać,wierzyć i czuć cokolwiek do kolgokolwiek.Jedyne o czym marzy moja dusza to o odejściu z tego PIERDOLONEGO świata w tępie-natychmiastowym.Każdy powtarza-Werka potrzebujesz czasu,zobaczysz za jakiś czas zakochasz się bez opamiętania-Tyletylko,że kochałam.Tak bardzo mocno kochałam,iż chyba wyczerpałam limit naiwności i idiotyzmu za wszystkie czasy.Chciałabym byś chociaż przeprosił,chciałabym byś powiedział JEBANE ''przepraszam'' tak bym mogła żyć dalej nie szukając winy w samej sobie bo przecież to nie ja wybrałam innego lecz ty pokochałeś inną.Nie mogę znieść myśli,że gdzieś tam uśmiechasz się i mówisz jej to co jeszcze kilka mięsięcy temu wpierałeś mi-rzygam kłamstwem.Tak bardzo naiwnie okłamana nie potrafię dziś obdażyć nikogo innego,jakimkolwiek uczuciem.Stałam się tak obojętna,iż wolę uciekać niż zniszczyć komuś życie.Tak-mowa o Tobie.Przepraszam,musiałam pozwolić Ci odejść byś mógł być jeszcze szczęśliwy z kimś kto na Ciebie zasługuje-ja wciąż cierpie,ja wciąż czuję tak KUREWSKO wielki ból iż rzygam na dopiero co umytą podłogę w swojej oazie spokoju.Jestem bezmyślną idiotką,która pozwoliła odejść jedynej osobie której na mnie zależało -jednak nie mogłam pozwolić byś nawinie wierzył,że ja czuję cokolwiek,gdyż nie czuję nic prócz nienawiści do samej siebie i wkurwienia na cały świat.Jestem NIKIM i to się nie zmieni dopóki nie zapomnę,dopóki nie zakopię 5 lat życia przy kimś kto był wszystkim co miałam i dopóki nie wyjaśnie sama sobie gdzie popełniliśmy błąd,bo do KURWY wciąż to analizuje.Słowa,gesty,czyny-no nie pojmuje jak można skreślić w kilka dni 5 lat życia.To chore wiem ale jestem tak nienormalną osobą iż jeśli nie poznam odopowiedzi na pytania,które wciąż nurtują moją podświadomość nie pokocham nikogo innego,nikomu innemu nie zaufam jeśli jeszcze kiedykolwiek zaufam samej sobie -nie uwierzę w miłość jeśli nie zrozumiem dlaczego ta MIŁOŚĆ tak mnie zniszczyła...Znów się pogubiłam i sama muszę się odnaleźć po to by znów żyć dalej.Tak jakbyś NIGDY nie istniał,tak jakbyś NIGDY nic dla mnie nie znaczył....Puste słowa,gesty,obietnice,pusty ocean marzeń,który dziś znika jak mgła niedzielnego poranka.Zamarza mi dusza a ja nie mogę Tego powstrzymać.Staje się Tobą a przecież Ciebie NIENAWIDZĘ-Brzydzę się Tobą więc nie mogę pozwolić samej sobie bym stała się emocjonalnym manipulantem wysysającym ludzkie emocje z ludzi,którzy na to nie zasługują.Zakłamanym zdrają,który zasypia z uśmiechem na twarzy bezczelnie powtarzając puste nic nieznaczące słowa.NIE CHCĘ tak żyć,nie chcę już tęsknić,czuć bólu i rozpaczy,nie chcę płakać,upijać się,wciągać tak wielkie białe drogi iż piecze mnie podniebienie,nie chcę palić tysiąca papierosów spoglądając przez balkon,czy może gdzieś tam przypadkiem nie jesteś,nie chcę pustych wieczorów przepełnionych płaczem tak głośnym iż nawet szatan pisze mi smsa bym zamknęła mordę.

Nie chcę życia w którym nie ma miłości.

Nie chcę....

wtorek, 22 lutego 2022

Pomyłka

 Już chyba straciłam wiarę.

Już chyba straciłam nadzieję,że TO wszystko ma jakiekolwiek znaczenie.Już chyba przestałam czuć cokolwiek co mogłoby zdefiniować moją dzisieją obojętność.NIE CHCĘ tak żyć-nie chcę być i istnieć z poczuciem,że pomimo,iż ktoś powtarza jak bardzo mu zależy jednak ja siedzę tu SAMA w pokoju pełnym łez,bólu,cierpienia i tęsknoty za czymś co już dawno przestało mieć sens.Nie potrzebuję już niepewności,strachu ani braku czucia czegokolwiek.Chyba nie jestem na TO wszystko gotowa.Uciekam a może po prostu skreślam wszystko grubą kreską i krzyczę : jeb się życie ! Mam dość udowadniania wszystkim dookoła że jestem wartościowym człowiekiem,który po prostu się przewrócił i ciężko mu powstać.Mam dość powtarzania,że radzę sobie całkiem nieźle tylko trochę pierdoli mi się życie.Mam dość powtarzania samej sobie,że chcę TAK żyć a mimo to zabijam się kolejny raz.Kolejny raz łykam magiczną substancję,wciągam kreskę i popijam szklanką wódki uśmiechając się szyderczo sama do siebie-tak taka jestem.Jestem skurwysynem z dnia dzisiejszego,jestem ciszą,krzykiem,bólem i rozpaczą.Jestem oceanem łez,wulkanem emocji i kimś kim zawsze byłam-narkomanem słów niewypowiedzianych.Jestem samotnością,niepewnością i kłamstwem.Kłamie tak doskonale iż sama wierzę w swoje naiwne deklaracje nie mające żadnego znaczenia.Odnalazłam TO brakujące coś pośrodku swojej duszy i wcale nie jest to MIŁOŚĆ-Ona nie istnieje...Bynajmniej w moim życiu.

Zraniono mnie tak wiele razy iż teraz jest mi wszystko jedeno co wydarzy się jutro.Kłamano mnie tak wiele razy iż straciłam wiarę w ludzi.Odpuszczano mi tak wiele razy iż już nie ma znaczenia czy będzie jeszcze komuś zależało na kimś takim jak ja.Nie wierzę,że jeszcze będę bezpieczna,nie wierzę,że jutro odnajdę spokój-ja po prostu taka jestem i lubie takie trawnie w zawieszeniu.Jest mi wszystko jedno czy teraz płaczesz czy się śmiejszej-wszystko jedno czy czujesz ból czy radość.Ja żyję chociaż jestem obok swojego ciała,trwam chociaż nie oddycham,myślę chociaż nie czuję niczego,patrzę chociaż widzieć nie chcę,czuję chociaż nie mam emocji a może mam ich tyle iż wybucham i wymiotuje na jasną podłogę w mojej oazie spokoju.MILCZ i przestań karmić mą duszę złudzeniami które rozmywają się jak poranna mgła,milcz i przestać szeptać mi do ucha te naiwne,nic nieznaczące słowa,których znaczenia nie znamy.Milcz i już nigdy więcej do mnie nie przemawiaj.

Bez Ciebie jest mi łatwiej,bez ciebie jest mi jakoś banalniej.Bez ciebie mogę być i robić co mi się podoba.Ah nawina miłości-przestań być duchem w moim życiu,znikaj i juz nigdy nie wracaj.

Pakuje walizki,znów uciekam bez tłumaczeń,wyjaśnień,bez poczucia bezradności a może z poczuciem nienawiści iż bywam tak głupia i tak bezmyślna.Uciekam i nie chcę by ktokolwiek mnie gonił,mam nadzieję,że zrozumiecie.Mam nadzieje,że kiedyś wam to wszystko wyjaśnię lecz teraz odchodzę.

Popełniam wewnętrzne samobójstwo poraz ostatni i poraz ostatni niewytłumaczalny płacz,przejmuje nade mną kontrolę.

Wsiadam w samochód,rozpędzam się ,włączam muzykę tak głośno by zagłuszyła demony w mojej głowie,docieram pod znany mi adres.Dzwonię.

-Jestem pod Twoim domem.

-Naprawdę?

-Naprawdę.Zejdziesz?

-Będę za 3 minuty.

I teraz wszystko przestaje istnieć,świat się zatrzymuje a ja znikam jak mydlana bańka,nierealnych złudzeń.

żegnaj.

środa, 16 lutego 2022

Poszukiwacz

 Próbuję się odnleźć,próbuję zzroumieć samą siebie-swoje pragnienia,uczucia,emocje.Próbuję poukładać w zakamarkach,zwariowanej podświadomości,szuflady zwane życiem.Próbuje lecz wciąż gdzieś się zatracam...

Zatracam się we wspomnieniach,bólu,który im towarzyszy,rozczarowaniu,strachu a nawet w rozmazanych wspomnieniach o wszystkich,którzy cokolwiek znaczyli w moim życiu.Jestem tak bardzo zmęczona,zmęczona ciągłą analizą i brakiem odpowiedzi,zmęczona udowadnianiem samej sobie,iż jestem niezniszczalną jednostką czasoprzestrzeni.Pierdolone demony znów krzyczą w mej głowie,nie chce uciekać lecz strach nie pozwala mi uwierzyć,że zatrzymanie czasu jest odpowiednią jednoską bytu i istnienia mojej osoby w dzisiejszym świecie.Chciałam czuć się potrzebna lecz nie czuję niczego,chciałam czuć że należę do świata,który dziś tworzy moja wyobraźnia lecz znów nienawidze swoich myśli,emocji,swojego naiwnego serca,znów nie znam samej siebie i znów staje się kamieniem który umiera lecz trwa w wytworzonej iluzji świata dzisiejszego.Nie wiem dlaczego tak się dzieje,nie wiem dlaczego taka się stałam,tak bliżej nieokreślona,niezdecydowana nie czująca nic prócz rozczarowania i strachu.Jestem ciszą,która dziś wypełnia mój pokój,jestem strachem,który krzyczy w mojej głowie,jestem płaczem,rozczarowaniem,jestem znakiem zapytania wiszącym nad moją głową.Gdzie jesteś?! 

Otul mnie swoimi ramionami,pocałuj w czoło i krzycz do ucha ''że dam sobie radę''.Złap moją dłoń i obiecaj że jutro jakoś się ułoży a ja przestanę tak kurewsko błagać o śmierć.Całuj me usta ,powtarzając jak bardzo Ci zależy i krzycz,krzycz do moej duszy tak głośno by znów usłyszała i znów zaczeła mieć nadzieje,że i Ona zasługuje na szczęście.

Zatracam się w obojętności,niepewności i braku zdecydowania.Zatracam się i nie potrafię TEGO powstrzymać.

Uciekam i nie widzę już nikogo,kto mógłby mnie teraz uratować.

Przepraszamm,dziś jestem niewiadomą z poranka zagłady.

niedziela, 6 lutego 2022

Zawrót głowy

 Znów tu był.

Znów zapach jego perfum unosi się w powietrzu,przenikając moje ciało.Znów jego dłonie pozostawione na moim ciele przyprawiają mnie o zawrót głowy.Lubię kiedy tu jest.

Lubię kiedy mnie całuje jakby świat miał się zaraz skończyć.Lubię kiedy mnie przytula jakby nic innego nie miało znaczenia.Lubię kiedy jego zielione oczy patrzą na mnie jakbym była całym wszechświatem zamkniętym w małym człowieczku.Lubię kiedy dotyka mojego ciała a ono drży jakbym miała eksplodować.Lubię kiedy szepcze:nikomu Cię nie oddam,chociaż od pierwszej minuty należę już do niego bezgranicznie.Lubię kiedy mocno łapie mnie za włosy i kiedy jest tak blosko iż czuję bicie jego serca..Lubię kiedy po prostu jest przy mnie.

Pojawił się niespodziewanie,został chociaż krzyczałam by uciekał-został i już nie pozwolę mu odejść.Lubię na niego patrzeć,obserwować jak konciki jego ust powoli zmieniają się w uśmiech kiedy po prostu go rozśmieszam,lubię czuć jego oddech na swoim karku i trzymać jego dłoń tak idealnie dopasowaną jakby żadna inna nigdy wcześniej nie istniała.Lubię z nim milczeć i patrzeć się na niego.Lubię jego głos,smak,dotyk,lubię świat który zbudował dla mnie.I chociaż pozwoliłam mu wejść do swojej duszy i poznać najciemniejsze jej zakamarki wciąż patrzy na mnie w ten sam sposób-ten sam przeszywający moje ciało wzrok i zielone oczy w których tonę bezgranicznie i niewytłumaczalnie.Jest w moim życiu od niedawna a mam wrażenie jakby był tu cały czas...I nie mam pojęcia czy los drwi ze mnie poraz kolejny czy stwórca zlitwował się nad moją rozjebana duszą ale to nie ma znaczenia.Bo kiedy jest obok jest wszystkim czego potrzebuję ..I niech świat płonie,niech wszystko dookoła wiruje tak jak wiruje za każdym razem kiedy obejmujesz moje ciało i kiedy doprowadzasz mnie do szaleństrwa,kiedy pożądam ciebie jakbym nigdy nie zaznała pożądania i kiedy pragnę cię jeszcze bardziej niż wcześniej.Rozpakuj walizki bo mój świat należy teraz do Ciebie.


Jeśli miłość jest człowiekiem-chodzi mi o Ciebie...

wtorek, 1 lutego 2022

Krok

 Dziś spaliłam wszystko co sprawiało,iż wciąż przypominalam samej sobie o tym co było...Postawiłam krok do przodu,spaliłam zdjęcia,wspomnienia,sapliłam poczucie beznadziejności i obarczanie samej siebie za to co się wydarzyło ,powtarzając sobie ''jutro już nie będziesz niczego pamiętać''.To zabawne-tysiące nic nieznaczących słów,kilka uśmiechów i tak wiele beznadziejności i kłamstwa na sam koniec.Paląc Twoją głowę na starych zdjeciach-płoneła moja dusza ,która tak bezmyślie czuje jakby wyrwała sobie serce i rzuciła nim w odchłań zatrzymanego czasu.Nie mogę wrócić ani iść dalej,dziś trwam w bezruchu analizując wszystko co nazywasz wspomnieniami.Jeszcze do niedawana myślałąm,że ból po utracie wszystkiego nigdy nie minie a łzy nigdy nie przestaną ściekać po moich policzkach-dziś płacze ostatni raz,pakując przeszłość do kartonu z napisem ''koniec''.Nie ma wyjaśnienia,nie ma tłumaczeń nie ma niczego co mogłoby w jakikolwiek sposób zagłuszyć zakłamane obietnice,zakłamane uczucia,zakłamany związek w którym trwałam.Nie czuję niczego prócz nienawiści,iż nie miałeś odwagi przyznać się do miłości którą poznałeś.Ludzie nie zdają sobie sprawy jak to jest spakować swoje życie w kilka kartonów,z rozdartą duszą i sercem krwawiącym tak bardzo jak mój nos dzisiejszego dnia.Nie zdają sobie sprawy jak zraniony człowiek musi walczyć,każdego dnia i poranka o to by się po prostu nie poddać.I chociaż chciałabym wykrzyczeć wszystko co mam teraz w swoim umyśle -to nie ma sensu.Targają mną emocje,emocje,które jutro znikną tak jak znikneło wszystko co istaniało przez ostanie lata.I gdybym mogła cofnąć czas nie zostałąbym,nie uwierzyła i nie pozwoliłabym by kłamał mnie tak obrzydliwie.Przez kilka tygodni przestałam żyć-nie czułam,nie jadłam,nie byłam -czułąm tak wielki obrzydliwy ból iż rozrywało mi każdą mikrocząsteczke mojego organizmu.Upadałam wielokrotnie lecz ten upadek był wyjątkowo kurewski i wyjątkowo bolesny.To przykre kiedy zawodzi cię człowiek z uśmiechem na twarzy nie zdając sobie sprawy jak wiele życia z ciebie zabrał,jak wiele cierpienia spakował ci do kieszeni,jak wiele razy musiałaś płakać,krzyczeć i popełniać samobójstwo na miliony sposobów tylko po to by przestać obwiniać samą siebie.Przecież związki się rozpadają a ludzie po prostu od siebie odchodzą-tak to prawda jednak kiedy jeden człowiek,ten sam który wywoływał kiedyś uśmiech na twojej twarzy ,dziś z premedytacją manipuluje tobą i rzyga tak wielkim kłamstwem -nie ma nadziei.Jest PUSTKA-nienawiść i strach,że już nigdy nie odnajdziesz zrozumienia,nie skryjesz się w ramionach,które kiedyś dawały ci pozorne poczucie bezpieczeństwa.Nie wyjdziesz na spacer ,nie trzaśniesz drzwiami kiedy kolejny poranek rozpoczyna się krzyiem...Nic bardziej mylnego.Wspomnienia są i nigdy ich nie wyrzucę ze swojej głowy jednak obraz po prostu się rozmywa.Rozmywa się wspomnienie o Tobie bo ..

Bo jest ktoś kto usłyszał mój krzyk,

Upadek

 Czy kiedykolwiek byłeś w miejscu w którym przestałeś wierzyć, że wszystko co wydarzyło się w Twoim życiu dotychczas miało na celu tylko Cię...