czwartek, 28 grudnia 2023
Czarna dusza
wtorek, 21 listopada 2023
Szukając siebie
Czasem się zastanawiam jaki sens ma moje marne isnienie.
Czasem się zastanawiam w którym miejscu na osi czasu jestem i jak wiele przede mną prób i walki,którą stoczyć będę musiała...Tęsknie za spokojem,ukojeniem i poczuciem bezpieczeństwa.Tęsknie za dniami kiedy wszystko było banalną bajką napisaną przez nieznanego mi i Wam poete.Jestem skrajnie wykończona i bezgranicznie bezbrona na zło,które do siebie przyciągam...Miłość-no właśnie,dziś zdałam sobie sprawe,że to z jej powodu jestem w gównie z którego ciężko się wydostać i to ona zawsze sprowadzała mnie w odchłań rozpaczy.Od kiedy pamiętam pragnełam czuć,że ktoś kocha mnie równie mocno jak ja jego.Pragnęłam by ktoś zobaczył we mnie to co najczarniejsze i najbardziej mroczne.Za każdym razem pierdoliłam swoje życie bardziej i bardziej,myśląc,że poświęcając WSZYSTKO dostanę coś w zamian.Dostałam-wyrwano mi serce w najgorszy sposób jaki można sobie wyobrazić.Od dwóch lat próbuję odnaleźć malutka iskierkę nadzieii a mimo to wciąż zastanawiam się dlaczego WTEDY nie popełniłam wewnętrznego samobójstwa,dlaczego walczyłam o oddech skoro nie musiałam,po co pozwoliłam siebie uratować skoro nie widzę już dla siebie przyszłości.Żyje z dnia na dzień-wstaje,pale papierosa,piję kawę,chodzę po białych ścieżkach ukojenia i wciąż błądzę w mroku z którego wyjścia znaleźć nie potrafię.Doskonale udaję niezniszczalną,silną i twardą ale kiedy przychodzi ciemność i samotność rozpierdalam się na tryliony kawałków mając nadzieję,że kiedyś mnie usłyszysz...Nie wiem czego oczekuję od życia a może nawet to jest dla mnie zbyt trudne.Nauczyłam swój organizm trwać z dnia na dzień,godziny na godzinę,idealnie malować oczy i tuszować rozpacz każdej nocy kiedy zalewa mnie fala samotności a ból wypełnia moje organy po sam brzeg.To inny wymiar cierpienia,to inny wymiar umierania będąc żywym. Coś się we mnie zmienie a ja nie potrafię odnaleźć światła...
niedziela, 5 listopada 2023
Chaos
Czasem są dni jak TEN - niezbyt dobry,niezbyt zrozumiały,niezbyt wytłumaczalny.
Dzień taki jak TEN kiedy mam ochotę krzyczeć w niebogłosy jak bardzo mi źle samej ze sobą.Jak cicho,jak pusto jak kurewsko nie do wytrzymania a mimo to milczę,okrywając się kołdrą po sam czubek głowy i cicho łkam jak małe niemowle by NIKT nie usłyszał mojej minuty cierpienia.
W sumie to sama już nie wiem gdzie jestem w jakiej emocjonalnej czasoprzestrzeni się zatrzymałam.Niby każdego dnia wstaję i podejmuję walkę jednak jakaś część mnie wciąż cichutko śmieje się szyderczo,powtarzając jak wiele cierpienia i złości mam w sobie.Nauczyłam się świetnie udawać-udaje uśmiech,udaje że jestem niepokonana,wredna i kurewsko silna a kiedy zaciskam pięści mam ochotę roztrzaskać głowę o ścianę i rzucić emocjami o biały otaczający mnie sufit głupoty...Tak bardzo zatraciłam się w monotoni życia codziennego iż wszystko inne przestało mieć jakiekolwiek znaczenie.Znasz to?Budzisz się każdego dnia przed budzikiem,ubierasz bluze,nastawiasz wodę na kawę,odpalasz papierosa,wychodzisz z psem na spacer-bo tak już musi być.Wracasz,pijesz kawę,wchodzisz do wanny,zmywasz z siebie nienawiść i poczucie wewnętrznego gówna które w sobie masz,płaczesz i robisz to każdego pierdolonego poranka,po czym znów odpalasz papierosa,siadasz na balkonie wspomnień i zastanawiasz się gdzie popełniasz pierdolony błąd.Nie znajdujesz odpowiedzi bo prawdopodobnie jej nie ma jednak bezmyślnie analizujesz zadawane sobie pytanie po czym nakładasz na twarz makijaż,wraz z doskonale pasującą maską i jedziesz udawać,że jesteś niezniszczalną suką,która nie czuje nic prócz nienawiści,żalu i wewnętrznej rozpaczy.Tak dzieje się każdego dnia.Wiem,że nie powinnam w siebie wątpić bo przecież pokonałąm tak wiele złego a mimo to wciąż nie dostrzegam dobra.Dziękuje komuś odpowiedzialnemu za nasz los,że pozwala mi otaczać się ludźmi,którzy w minimalny sposób sprawiają,że walczę jednak nie wiem jak długo będę w stanie udawać,walczyć o coś co zupełnie nie ma znaczenia. To tak jakbym już dawno umarła a moja dusza wciąż TU trwała-odpycham od siebie wszystko co mogłoby jakolwiek zmienić moje monotonne życie.Uciekam przed wszystkim co mogłoby obudzić we mnie jakiekolwiek emocje bo nie chcę już BÓLU ani rozczarowania.Nie chcę już niczego co mogłoby dać mi jakąkolwiek nadzieję po czym znów SPIERDOLĘ wszystko tak bardzo,że już NIE będę wstanie się pozbierać.
Wysypuje,wciągam,nalewam szklankę wódki z 5 kostkami lodu.Mam ochotę na długi spacer po wspomnieniach,
Dziś jest TEN dzień,
Dzień,którego nienawidzę i w którym nienawidzę równie mocno siebie.
Dzień w którym dokładnie 2 lata temu ROZJEBAŁO mi się życie,którego wciąż nie jestem wstanie naprawić.Pękło mi serce,którego nie jestem wstanie poskładać.
Tak bardzo chciałabym przestać TO pamiętać.
wtorek, 3 października 2023
Pustka
Dziś zdałam sobie sprawę jak bardzo przestałam żyć...
Moim jedynym punktem odniesienia jest praca, która na kilka godzin dziennie pozwala mi wyjść do ludzi, ubrać maskę uśmiechu i udawać, że TO wszystko ma jakiś sens... Kiedy wracam do oazy spokoju, zmywam makijaż, związuje włosy, zakładam ulubiona bluzę i chowam się pod kołdra, otulajac się po sama szyję by nikt nie usłyszał mojego płaczu,zdając sobie sprawę jak doskonale nauczyłam się udawać, jak doskonale okłamuje siebie i ludzi mnie otaczających. Jestem PUSTYM człowiekiem. Nie mam marzeń, celów a nawet pragnień, przestałam potrzebować, zauważać, czuć. Otulona kokonem beznadziei i rozpaczy nie szukam już wrażeń. Pogodziłam się z marnym losem istnienia i chociaż wiem że takie życie to gówno nie życie - jest bezpiecznie, stabilnie. Moje przerażenie osiąga dziś maksymalna skalę bo zdałam sobie sprawę, że tak już zostanie. Zamknęłam umysł, serce, duszę, emocje i cała siebie przed wszystkim co mogłoby cokolwiek w moim życiu zmienić. I gdyby nie Haze budząc mnie o 8:30, który swoim zimnym noskiem przypomina mi, że pora na spacer, może nawet nie wstawała bym z łóżka.... To przykre, chore i beznadziejne ale nie mam lepszego pomysłu na przetrwanie w otaczającym mnie PIEKLE kłamstw, zazdrości i chciwości. Mam 30 lat i nie wiem w którym momencie swojego życia popełniłam największy błąd iż teraz nie ma we mnie nic prócz echa emocji które doskonale znam i pamiętam ale nie czuje już NIC prócz "MUSZE" "POWINNAM" "NIE MOGĘ SIĘ PODDAĆ". Kiedyś pragnęłam by mój siwat miał kolor niebieskich oczów, tych które dały by mi nadzieję i pozwoliły poczuć się bezpiecznie. Dziś wiem że jeśli sama w sobie tego nie znajdę, nie znajdę już nigdy, niczego co odmieni mój marny los. Odpalam papierosa. Dym otula moje policzki, muska usta ocierając łzy beznadziei. Być może kiedyś obudzę się z koszmaru, który sama dla siebie namalowałam, szarymi mazakami przeszłości. Być może kiedyś wzruszę beztrosko ramionami, wmawiając samej sobie, że tak będzie lepiej i prościej więc po co psuć stabilność którą tyle czasu budowałam, cegła po cegłe. Chciałabym komuś opowiedzieć o demonach które mam w sobie kiedy się budzę, kiedy pije kawę i kiedy wychodzę udawać kogoś kim nie jestem - a może już jestem. Sama przestałam odróżniać iluzje od rzeczywistości, kłamstwo od prawdy. Jest inaczej, bardziej szaro, zimno i ponuro, bardziej depresyjnie. Pomimo to wciąż TU jestem, wciąż z jakiegoś powodu walczę o CO tak właściwie??? Nie mam KURWA pojęcia!!
Paranoja nad którą nie mam już władzy.
Demony przejęły kontrolę.
sobota, 23 września 2023
30 lat
Miałam napisać coś mądrego lub chociażby coś co miałoby jakiekolwiek znaczenie ale ostatnio cierpie na NIEMOC emocji,której nie kontroluje.Niby jestem i widzę,czuję zapach,smak,wiem jak powinnam reagować na znane mi sytuacje jednak...No własnie,nie wiem w jaki etap dorosłości wstąpiłam,jest mi wszystko jedno co wydarzy się jutro..Niby chciałabym coś zmienić,zaryzykować,spróbować w życiu ryzyka a z drugiej strony PO CO ? Skoro odpowiada mi monotonia dnia wczorajszego.Utknełam w punkcie z którego nie znam drogi ucieczki i niby czasem dopada mnie wulkan smutku,czasem nawet popłaczę ale jest jak jest.Jest stabilnie,znam każdy kąt tej emocjonalnej układanki.Wczoraj skońćzyłam 30 lat i zdałam sobie sprawę,że już nie jestem bezmyślną narkomanką,której wszystko było jedno,alkoholiczką,która wypijała szklankę wódki z lodem,wzruszając beztrosko ramionami nie martwiła się o NIC.Samotność wciąż mnie wkurwia a głosy w mojej głowie nie ucichły jednak-cieszę się,że los tak skopał mi dupe iż znalazłam się TUTAJ własnie w TYM miejscu z tymi ludzmi,ludzmi którzy każdego dnia udowadniają mi,że nieważne co w życiu spierdole oni będą,pomimo wszystko.Pół życia biegłam za miłością,która ostatecznie zrujnowała moją duszę,wyrwała serce i zdeptała psychikę zostawiając w rynsztoku ze złotym strzałem w żyle-znikneła jak poranna rosa i dym unoszący się z palonego blanta.To ona definiowała moje pragnienie SZCZĘŚCIA a przecież nic bardziej POPIERDOLONEGO nie istnieje.W rezultacie i tak zostajesz sam na sam z własnym przerażeniem i NIKT nie jest wstanie dać Ci gwarancji,że NA ZAWSZE ma jakieś znaczenie.Sądziłam,iż jeśli będę jak reszta przestanę czuć się niedopasowana do świata,ludzi którzy mnie otaczają.BZDURA ! Już taka jestem-widzę trochę więcej,czuje inaczej i cierpie każdego dnia od 30 lat zastanawiając się jaki PLAN miał dla mnie ktoś kto postanowił mnie stworzyć.Czasem błagam o śmierć a czasem dziękuję,że są w moim życiu momenty kiedy całe moje JA promienieje i jest szczęśliwe tak bezgranicznie.Zawsze byłam sama sądząc,że tak już musi być .Dziś wiem,że sama nie jestem a kiedy upadnę przyjdą moje szalone psiapsi,skopią mi dupe krzycząc,że DAM SOBIE RADĘ.Tak wiele przetrwałam,tak wiele wycierpiałam i tak wiele razy się zawiodłam a jednak wciąż tu jestem wierząc i mając nadzieję.Nie wiem już na co ani co mnie jeszcze czeka i szczerze ?Mam to w DUPIE.
Jestem.
Oddycham.
Idę do przodu.
sobota, 16 września 2023
Nicość
Chiałam napisać jak bardzo nienawidzę świata ale to już wiesz.
Chiałam napisać jak wiele żalu,rozpaczy i nienawiści mam w sobie.Tłamsi,dusi,przyprawia o wymioty.Rozczarowanie,strach,analizowanie z jakich powodów dzieje się TAK a nie inaczej...Być może nie mam prawa na inne życie.Być może nie mam już prawa rujnować czasoprzestrzeni innym.Pojawiam się po czym uciekam jak oparzona,tłumacząc,że tak będzie lepiej...Lepiej dla kogo?Dla mojej zdeptanej duszy?! Pamiętam wszystko-pierwszą miłość,pierwszy uśmiech,pierwsze rozczarowanie.Pamiętam swoją naiwność i wiarę,że przecież i JA muszę w końcu chociaż prowizorycznie być szczęśliwą-no,właśnie.Z jakiegoś powodu poczucie własnej wartości uzależniamy od drugiego człowieka.Bo przecież TAK być powinno.Bo przecież masz 30 LAT ! Powinnaś mieć męża,dzieci i kredyt na mieszkanie...Być może powinnam jednak moje życiowe potyczki sprawiły,że MIŁOŚĆ maluję swobie na kartkach szkicownika lub pięknie opisuje w głowie po czym wzruszam ramionami powtarzając sobie-JUŻ NIGDY nie miej nadzieii.BYLIŚMY RAZEM I BYLIŚMY BLISKO SIEBIE ALE NIEWAŻNE JAK BLISKO SIEBIE BYLIŚMY CIĄGLE CZUŁEM SIĘ SAM-idealny cytat,który idealnie pasuje do mojej osoby.Próbowałam mieć nadzieję,próbowałam wierzyć,czuć a ONI pojawiali się i znikali.Jestem przeklęta powtarzam za każdym razem kiedy jakiś głupiec próbuje odwzajemnić mój uśmiech.Obiecałam swojej psychice,że już nie zrobie sobie krzywdy.Obiecałam sobie,że już przestanę zastanawiać się DLACZEGO i katować swoje wspomnienia PRZECIEŻ to nic nie zmieni.TAK MIAŁO BYĆ odbija się echem w mojej oazie spokoju -ale do kurwy jak ? ! Miało boleć,rozczarować i zdeptać mnie jak śmierdzące gówno?! Oczywiście,że nie.Nikt nie zasługuje na BÓL jaki w sobie noszę.NIGDY nie akceptowana,nie kochana wciąż czująca,że nie powinnam była przyjść na świat jednak przez głupotę rodziców powtałam i wicąż nie rozumiem PO CO?! Wiem,że jestem wredną suką,która gryzie,pluje jadem gdy tylko poczuje zagrożenie lecz kiedy przychodzi wieczór jestem łzami,strachem,krzykiem i błaganiem o pomoc,która nigdy nie nadchodzi.Już nawet nie chce mi się tłumaczyć innym,że jestem smutnym człowekiem,który po prostu jest gdzieś pomiędzy iluzją a śmiercią.Nie mam marzeń,celów,pragnień.Jest jak jest i jeśli jutro TO zniknie i tak niczego to nie zmieni.Tak jest bezpieczniej...
Kimkolwiek,jakolwiek,czymkolwiek...
Znikaj,zagatko całego wszechświata.
Wściekłość
Czasem już po prostu tak mam....
Kiedy otworze rano oczy,odpalam papierosa,siadam na balkonie i wiem,że to będzie zły dzień.Wkurwiają mnie moje myśli,emocje,denerwuje mnie nawet cisza,która odbija się od zakamarków mojej świadmości.Próbowałam ZROZUMIEĆ-dlaczego TAK dzieje się za każdym razem kiedy widzę minimalne światełko w tunelu i wiesz co?! MAM JUŻ WYJEBANE-w moim życiu tak wiele ludzi pojawiało się i znikało,iż chyba wyczerpałam już limit przeciętnego śmiertelnika.Jest mi wszystko jedno czy UMRE sam na sam z przerażeniem czy z poczuciem,że gdyby nie JA wszystko potoczyłoby się zupełnie innaczej.Kiedyś wierzyłam,że Stwórca ma dla mnie jakiś PLAN i wszystko co dzieje się w moim marnym istnieniu to część czegoś większego-dziś wiem,że to najgorsze GÓWNO w jakie kiedykolwiek wierzyłam.Ludzie są egoistami a ja nie pasuje do świata w którym oddycham pomimo brudnego powietrza,widzę pomimo zaparowanych okularów,czuję zapach pomimo smrodu kłamst jakie wypluwają wszyscy dookoła mnie.Tak bardzo pragnełam MIŁOŚCI,iż zapomniałam,że to tania kurwa z burdelu za rogiem..Tak bardzo chciałam by ktoś usłyszał mój niemy krzyk,iż przestałam zauważać samą siebie.Zabawne-jak bardzo ważne w naszym życiu jest poczucie,że jesteś jak inni tak naprawdę będąc zupełnie inną jednoską,która nigdy nie dostosuje się do pewnych oczekiwań ludzi.Chciałam być kochana-stałam się obojętna.Chiałam czuć się potrzebna-stałam się niezauważalna.Chiałam czuć się bezpiecznie-a dziś boje się jak nigdy wcześniej.Szczerze?Już sama nie wiem czego oczekuje od samej siebie,co tak naprawdę jest mi teraz potrzebne bym odnalazła spokój.Nie chcę już rozczarowań i kłamstw dlatego przemykam niezauważalnie mając nadzieję,że nikt mnie nie zauważy.Przestałam wierzyć ludzią i przestałam wierzyć samej sobie -wyznaczając sobie konkretne granice jestem wstanie TU być i nie rozpierdalać się na miliony kawałków,nie płakać każdego dnia i nie błagać każego wieczoru Stwórcy by przerwał me marne isnienie.Jest jak jest pomimo,że nie akceptuje pewnych wydarzeń w moim życiu -nie mam na nie wpływu i szczerze?Jest mi wszystko jedno czy żyję czy trwam obok TEGO wszystkiego.Jestem wybrykiem natury,szukającym drogi do domu....Wciąż błądzę i wciąż czuję się jak GÓWNO a mimo to jakaś część mnie zaciska zakrwawione pięści powtarzając mej naiwnej psychice,że TO już ostatni raz,więcej nie będę NAIWNĄ idiotką...
Paranoja ale jest jakby lepiej.
Ciszej.
Obojętniej.
BEZ ZNACZENIA.
CISZA.
Upadek
Czy kiedykolwiek byłeś w miejscu w którym przestałeś wierzyć, że wszystko co wydarzyło się w Twoim życiu dotychczas miało na celu tylko Cię...
-
Ja KURWA naprawdę próbuje. Ja naprawdę nie chcę mieć Cię w głowie. Ja naprawdę pozwalam Ci zniknąć, odejść, wymazać się z mojej pamięci. D...
-
Od godzinny słucham Twoich głosówek i płacze jak dziecko,tak bardzo Cię teraz potrzebuje.! Ja już nie mam siły tak żyć,nie mam siły zastana...
-
Zastanawiam się dlaczego wciąż myślę o człowieku, którego nie powinnam była spotkać. Dlaczego każdego dnia wkrada się bezczelnie w moją gło...