niedziela, 9 października 2022

Gówno

 Nie wiem czy to przez potwornego kaca,czy też przez brak normalnego snu ale czuje się jak gówno,śmierdzące,zdeptane i wytarte w poranna trawę...

Tęsknie za czymś za czym tęsknić nie powinnam-potrzebuje czegoś czego potrzebować nie mogę.Niby istnieje ale dziś tak jakbym umarła i z drwiącym uśmiechem obserwowała swój marny żywot.

Dzwoni telefon,odbieram:

-Siemanko,wychodzisz?

-Nie ma szansy,nie mam siły oddychać,potrzebuje ranimacji,tlenu i jakiejkolwiek chęci do życia.

-Aż tak zabalowałaś?

-Niekoniecznie ale alkohol chciał zrobić na mnie zamach...Tak było łatwiej.

-Oj Chuligan.to jak się ogarniesz to daj znać.

Odkładam telefon,okrywam się kołdrą po sam czubek nosa i znów czuję jak moje oczy płaczą chociaż tego nie chcę.Czuje jak mój umysł analizuje każdego napotkanego faceta na mej drodze,każdą miłą chwilę i nagle JEB -przypomina mi się każdy ból,rozpacz i ROZPIERDALA mi się wnętrze.Nie potrafię nad tym zapanować.TO przychodzi NAGLE-czasem jest normalnie.Wstaje ,ogarniam się,mocno tuszuje oczy by nikt nie widział mego smutku i wychodzę do pracy,do znajomych-udaje mi się wtedy jakoś funkcjonować ale czasem tak jak właśnie DZIŚ-budzę się i ten JEBANY ból w klatce piersiowej jest tak KUREWSKI i nie do wytrzymania,że tylko płacz,biała ścieżka i wódka z 5 kostkami lodu przynosi jakiekolwiek ukojenie.Zabawne,znów NIĄ jestem-rozjebaną na miliony kawałków idiotką,która nie robi już nic ze swoim życiem,prócz sprowadzania wszystkiego w czarną,śmierdzącą dziure i każdego dnia zakopywania w niej wszystkiego co ma JAKIEKOLWIEK znaczenie.

Wciąż nie wiem kim jestem ani po co właściwie się TU znalazłam.

Wciąż dopada mnie bezsennosć a wódka smakuje jak woda.

Wciąż uciekam od ludzi a kiedy się zatrzymuje -każda kolejna osoba rani mnie jeszcze bardziej niż poprzednia więc PO CO mi to wszystko?

Dziś chciałabym przestać oddychać.

Nie móc już otworzyć oczu .

Nie musieć czuć TEGO wszystkiego.

Zabawne przypomina mi się każdy BÓL i nie jestem wstanie zrozumieć po co?-przcież już płakałam,już się zabijałam i już to analizowałam.Taki NIKT jak ja nie zasługuje na jakiekolwiek szczęście na jakąkolwiek szansę by ktokolwiek usłyszał mój KRZYK rozpaczy...

Wciąż to samo,wciąż jednego wieczoru ćpam,upijam się i spalam miliony papierosów a następnego ROZPIERDALA mi się umysł i NIENAWIDZĘ SIĘ na tyle bardzo iż zakrywam wszystkie lustra w swoim domu by nie musieć patrzeć na pomyłkę,którą jestem.

Żałosne.

sobota, 8 października 2022

Wartość

 Każdego dnia zastanawiam się kim właściwie jestem.

Każdego dnia próbuje powtarzać sobie,że nie stworzono mnie przez zbieg okoliczności lecz z jakiegoś powodu o którym istnieniu dowiem się w odpowiednim momęcie.Każdego JEBANEGO dnia zaciskam pięści,przygryzam wargi i krzyczę w niebogłosy,że bycie innym i wyjątkowym to nie wada lecz zaleta,której dostrzec nie potrafię...Jestem nad przepaścią albo pierdolnę w odchłań samotności albo mój umysł rozjebie moje ciało.Nie potrafię już nad tym panować.

Każdego dnia brakuje mi czego innego,wieczorami nienawidzę Samotności jednak o poranku jest mi wszystko jedno.Kiedy wymaluję mocno oczy i uczeszę ładnie włosy wiem,że tego dnia się nie poddam bo przecież nie mogę pozwolić sobie na rozpacz.Lecz kiedy wracam do domu,zamykając się w swojej oazie spokoju,otulam się w kołdrę przytulam Hazego i rycze jak dziecko zadając sobie pytanie jak długo jeszcze wytrwam w tej nędzy zwanej życiem.Zabijałam się tyle razy iż teraz nawet nie podejmuję próby bo wiem,że stwórca ma dla mnie inny plan.Jednak jak wiele przetrwać mogę?Rozczarowanie,pęknięte serce,rozjebany umysł i brak poczucia przynależności do świata.Jak wiele może wytrzymać jeden PIERDOLONY człowiek...Jak wiele....

Za pierwszym razem kiedy kochałam sądziłam,że gorzej już być nie może-myliłam się.Teraz wiem i czuję,że nigdy wcześniej moje życie nie było tak wielkim gorącym wulkanem emocji-emocji,których mój umysł nigdy wcześniej nie znał.

Nalewam szklankę wódki z 8 kostkami lodu,zabarwiam sokiem jabłko-mięta i rysuję białą ścieżkę sekundowego ukojenia.Niby jest lepiej i niby mi wszystko jedno jednak wciąż zerkam na telefon mając nadzieję,że TO nie skończy się tak jak zazwyczaj.Wciąż jakaś cząstka mnie liczy,że wzrok spotykający się między działem z piwem a kasą nie jest tylko wytworem mojej POJEBANEJ wyobraźni nad którą nie mam już kontroli.Chciałabym cofnąć czas o wszystkie błędy,które popełniłam i chciałabym przestać czuć obrzydzenie i nienawiść do samej siebie-za naiwność,brak poczucia przynależności do świata i zbytnią uczuciowość do ludzi,którym nie należy się nic prócz środkowego palca wystawionego na samo słowo ''siema''.

Potrzebuję tylko by ktoś mocno mnie przytulił i powiedział,że dam sobie radę,że jestem silną kobietą,której świat nie ma prawa się przeciwstawić.Tylko tyle a zarazem tak wiele.

Gdzie jesteś moja nadziejo ?!

Gdzie jesteś moje wybawienie?!

Gdzie jesteś moja Naiwności?!

Gdzie jesteś??!

Do kurwy gdzie ????!!

piątek, 23 września 2022

Demony

 Dziś znów do mnie wróciły,dziś znów siedzą na rogu mojego łóżka w mojej oazie spokoju,szyderczo drwiąc z mojej naiwności.

Dziś znów demony przeszłości doganiają mój umysł i deptają duszę,szyderczo przy tym zacieszając morde-nienawidzę ich a jednak dziś są mi jakby obojętni.

Sama ja anlizuje swoje błędy i zaczynam zauważać swoją naiwność.Zawsze chciałam być niepokonana a pokonywała mnie ona-najgorsza z możliwych kurw.Zawsze myślałam,że jestem niezniszczalna a zaślepiała mnie ONA-pierdolona MIŁOŚĆ.Diox przypomina mi o porażkach a Kękę próbuje pokazać mi piękno JEJ istoty -jednak to nie działa,znów płaczę i po co?Po to by przestać czuć nienawiść do samej siebie,po to by przynieść ukojenie zmęczonym wnętrznością,które mają dość codziennego popełniania samobójstwa na miliony różnych sposobów.Niby jestem a dziś jakaś część mnie nie oddycha,niby czuję a wszystko co ważne i istotne umyka mi pomiędzy koniuszkami palców.Niby czuje a tak jakbym była głazem na który szcza mój pies każdego ranka.Śmieszne?-popierdolone.

Zawsze wiedziałam i czułam,że Stwórca pozwala mi żyć tylko dlatego,że poprawiam mu humor za każdym razem kiedy upadam poraz kolejny.Zawsze wiedziałam,że TUTAJ nie pasuje.Zawsze czułam,że nie powinnam była pojawić się na świecie w którym nie ma dla mnie miejsca.Próbowałam,próbowałam wielokrotnie przerwać TO uczucie beznadziejności i inności jednak nigdy mi się nie udawało.Sądziłam,iż jeśli pozwolę jakiemuś facetowi poznać swoje serce -ON wówczas ocali mnie przed wewnętrzną zagładą.Myliłam się tak bardzo się myliłam...

Straciłąm serce dwukrotnie jednak ostatnim razem moje serce rozjebało się na tysiące kawałków,które dziś wbijają się w wątrobę,płuca a nawet pierdolony mózg.Okłana,zdradzona,pozbawiona pewności siebie zostałam wbita w ścianę,opluta i orzygana -lawiną kłamstw.Kiedy człowiek po 5 latach zdaje sobie sprawę,iż każde ''dzień dobry'' i ''kocham'' było pierdoloną grą słów wypowiadanych z ust kogoś kto był w twoim mniemamniu nie tylko facetem ale i przyjacielem -przestajesz myśleć racjonalnie.Nienawidziłam siebie za naiwność,nienawidziłam siebie za to,że na TO pozwoliłam-dziś wiem,że nie miałam na to wpływu.Tak już jest w moim życiu,kiedy pozwalam komuś zbliżyć się do siebie na tyle,iż widzi zakamarki mojej duszy okazuje się,że jest ktoś lepszy lub że mój ''na zawsze'' rucha koleżankę z pracy bo przecież miałam się nie dowiedzieć.Wiesz kiedy zdajesz sobie sprawę,że ktoś potrafił zasypiać obok ciebie i dotykać cię jednocześnie wyznając miłość komuś innemu czujesz się NIKIM.Nie możesz patrzeć na swoje odbicie nie możesz oddychać,nie możesz ! KURWA nie masz prawa nawet istnieć.Bardzo długo próbowałam zrozumieć DLACZEGO ?! Dlaczego do KURWY za każdym razem kończy się tak samo badź na tyle boleśnie iż moje poczucie bycia NIKIM osiąga stan NIRVANY.Czy tak wiele wymagam?

Prawdy,szczerości i kogoś kto będzie widział we mnie nie tylko narkomankę,alkoholiczkę i kogoś kogo można zaliczyć -potrzebuje kogoś kto wejdzie w mój umysł,duszę i serce a kiedy pozna wszystkie demony z mojego JA,uśmiechnie się i zostanie już nigdy nie pozwalając mi na popełnienie jakiegokolwiek samobójstwa.

Samotność dziś wbija mi swoje czarne,brudne paznokcie gdzieś pomiędzy żebrem a płucem,mocno mnie obejmując-czuje jej obrzydliwy zapach przypalanych serc i słysze jej słowa ''już zawsze będziesz należeć do mnie''.I wtedy becze jak małe dziecko,rycze jak naiwna idiotka krzycząc:

RATUJ mnie kimkolwiek teraz jesteś.

czwartek, 22 września 2022

29 lat

Dziś kończę 29 lat i chociaż jeszcze rok temu moje życie wyglądało zupełnie inaczej,dziś wiem,że to co się wydarzyło-musiało mieć miejsce.

Pewna,iż moje życie jest poukładanym jak obrazek z  puzzli nagle ROZJEBAŁO SIĘ jak domek z kart -zdradzona,okłamana,z rozjebanym umysłem,spakowana w 13 kartonów i 4 torby wróciłam do świata,którego się bałam...Bałam się powrotu do ludzi,miejsc i bałam się,że i tym razem stracę kontrolę a kiedy to nastąpi ZNISZCZĘ sama siebie w sposób najgorszy z możliwych. Jednak tak się nie stało.

Chociaż rok temu nie sądziłam,że będę tu gdzie jestem i myślałam,że wszystko potoczy się zupełnie inaczej chyba jestem z siebie dumna.Nie poddałam się kiedy upadłam,nie przestałam wlaczyć kiedy zostałam pokonana,nie przestałam oddychać kiedy chciałam tak bardzo śmierci.Zamknięty pokój,przepłakane tygodnie...Tysiące rozmów i słów,że czas leczy rany-pierdolenie.Przepite litry alkoholu by zagłuszyć ból jaki wypełniał moje ciało,tony białej istkry która na chwilę uciszała rozpacz w mojej głowie.W jednej chwili straciłam CAŁY ŚWIAT-zamknięty w jednych oczach po czym zdałam sobie sprawę jak MAŁO znaczymy dla ludzi,którzy dla nas znaczą zbyt wiele.Nauczyłam się jak łatwo można kogoś skreślić i jak szybko można zapomnieć.Ja wciąż pamiętam jednak już nie tęsknie,ja wciąż czuje jednak już nie KOCHAM,ja wciąż myśle jednak obraz rozmwywa się a ja nie chcę pamiętać NICZEGO co mogłoby sprawic,że przestanę Go nienawidzić.Przez ten rok stałam się kimś innym -czy lepszym,nie wiem ale przestałam zadowalać innych i spełniać oczekiwania ludzi,którzy sądzili,że muszę być inna niż jestem,otworzyłam oczy a kiedy to nastąpiło zdałam sobię sprawę jak WAŻNĄ osobą jestem-dla samej siebie.

Byłam nikim przez większość swojego życia.

Zabijałam się przez większość swojego życia.

Posięcałam wszystko dla innych nie myśląc o swoim JA-przestałam.

A kiedy nauczyłam się ODDYCHAĆ w świecie,którego jeszcze kilka miesięcy temu się bałam zauważyłam,że wszystko wygląda zupełnie inaczej.Zauważyłam wiele rzeczy,które wcześniej umykały mi między koniuszkami palców,dymem z jointa i rurką w dłoni wciągając ścieżkę ukojenia.

Przestałam być narkomanką,egoistyczną idiotką i pierdolonym skurwysynem -stając się Werką,którą znasz bo i ja poznaję jej uśmiech,każdego dnia.

Przeszłam długą i ciężką drogę zanim zrozumiałam jak bardzo zniszczył mi życie.

Przepłakałam wiele nocy,dni zanim zdałam sobie sprawę,że nie warto.

Popełniałam samobójstwo na miliony sposobów zanim zauważyłam,że chcę życi tu i teraz a kiedy przyjdzie czas i pora znów uwierzę,że jeszcze jest nadzieja.

Niech poranek ma Twój uśmiech a słowa większe znaczenie niż wszystko inne co  dziś mnie otacza.


niedziela, 18 września 2022

Kolejne miesiące

 Mijają kolejne miesiące,tygodnie,dni,godziny,minuty...

Czasem wydaje mi się jakbym śniła a koszmar w którym dziś się znajduje to tylko wytwór mojej wybujałej wyobraźni...Są dni kiedy myślę,że to co się wydarzyło to najlepsze co mogłam dla siebie zrobić a czasem tak jak dziś zastanawiam się gdzie jesteś do KURWY stórco i dlaczego nie pozwalasz NIKOMU się do mnie zbliżyć a kiedy zbliża się na tyle,iż zaczynam dostrzegać szanse -sprowadzasz mnie na Ziemię i rozkazujesz SPIERDALAĆ tak szybko jak to możliwe.

Uśmiech,słowa,obojętność to najgorsze uczucie które jest od kilku miesięcy ze mną.Niby chcę a jednak nie potrafię przebrnąć przez niepewność i upartość.Niby potrzebuje lecz nie potrafię dać sobie szansy spróbować.Niby jest wyjątkowo a jednak nie potrafię zaryzykować.POPIERDOLONA idiotka,tak wiem,wiem każdy mi mówi,że jeszcze mi się uda-tyletylko,że to ja jestem problemem zapalnym.W jednej godzinie chcę w następnej nie mogę pozwolić sobie na poniesienie kolejnej porażki-już tego nie przetrwam.Chciałabym byś TU był-kimkolwiek teraz jesteś.Chciałabym wtulić się w Twoje ramiona i poczuć,że jestem komuś tak niezbędnie potrzebna.Chciałabym poczuć,że to ja jestem dla kogoś całym światem-światem,który zawsze był oczami,słowami,gestami,zapachem,smakiem i naiwnością z dnia poprzedniego...Jeśli tam jesteś -podejdź i zostań na zawsze.Nie chcę już bólu i cierpienia,nie chcę pragnienia śmierci.Nie chcę narkotyków,alkoholu,papierosów i popełniania samobójstwa-chcę spokoju,miłości i wsparcia.Chcę obudzić się przy Tobie bądź Tobie i wiedzieć,że to odpowiednie miejsce i czas,że sekunda w której będę kochać będzie trwać w nieskończoność a nieskończoność okaże się tym ''na zawsze'' które nigdy się nie skończy...

Ponosiłam już tak wiele razy porażkę,oddawałam tak wiele razy zbyt dużo siebie iż teraz JA potrzebuje byś Ty walczył o mnie.Ja przegrałam walkę sama z sobą lecz Tobie może się udać.Kimkolwiek jesteś wyjątkowy człowieku walcz bym mogła walczyć i ja.

Jeśli zwątpie ty walcz za nas.

Jeśli upadnę ty biegnij dalej.

Jeśli przestanę oddychać TY oddychaj za mnie.

Żyj mną,ze mną,dla mnie.

Żyj będąc mym oddechem,biciem serca,moim rozumem,wzrokiem,słuchem.Bądź MIŁOŚCIĄ której zawsze pragnęłam bądź miłością z książki i romantycznego filmu.Bądź wyjątkową chwilą,sekundą trwającą po śmierć.

BĄDŹ a wtedy i ja będę.

poniedziałek, 15 sierpnia 2022

Więzień

 Kolejny raz straciłam wiarę w swoje istnienie...

Koeljny raz stałam na pograiczu przepaści rozpaczy a przejścia w stronę światła.Kolejny raz ''ktoś'' pojawił się w nieodpowiednim momęcie o nieodpowiednim czasie i uratował moje istnienie.Nie mam już siły trwać,nie potrafię oddychać,spać,patrzeć,czuć,myśleć i żyć.Nie potrafię funkcjonować w świecie kłamstwa,płaczu,bólu i cierpienia.Myślałam,że już mi wszystko jedno.Myślałam,że jestem niezniszczalna-myliłam się.Kolejny raz popadłam w rozpacz jakiej wcześniej nie znałam,kolejny raz zawiodłam ludzi którym na mnie zależy-kolejny raz popełniłam wewnętrzne samobójstwo,kolejny raz stwórca zadrwił ze mnie i postanowił dać mi kolejną nauczkę i udowodnić mi,że to nie ja podejmuję decyzję kiedy skońćzy się moje istnienie.Niestety.

Nie wiem już czym jest Miłość ani czy wciąż w nią wierzę ale samotność i lawina myśli spowodowały,że nie wytrzymałam.Zraniona,rozczarowana przestałam walczyć a teraz nie potrafię na siebie patrzeć.NIENAWIDZĘ swojego JA.Nienawidzę swojego życia i nienawidzę wszystkiego co mnie w nim spotkało.Nie chcę czuć już Twojego dotyku ani zapachu.Nie chcę pragnąć i wierzyć w coś co już nie istnieje.Nie chcę wracać wspomnieniami do miejsc w których byłam pozornie szczęśliwa,nie chcę płakać i czuć tak wielkiej porażki.Nie chcę,! ROZUMIESZ,KURWA-NIE CHCĘ!

Upadłam na tyle nisko,iż nie jestem wstanie niczego w sobie naprawiać.Oaza spokoju mnie męczy a biała ścieżka nie przynosi ukojenia nawet na sekundę.Poczucie bezradności WKURWIA mnie na tyle iż kolejny raz przecinam swoje żyły a wspomnienie Twoich dłoni gdzieś pomiędzy moją szyją a plecami sprawia,że mam ochotę podpalić swoje ciało i płonąć krzycząc z bólu jak bardzo nienawidzę TEGO uczucia.

   Kim jeszcze będziesz pierolona narkomanko?

Kto jeszcze wyrucha cię,okłamie i splunie prosto w twarz.

Ile jeszcze razy będziesz nawinie wierzyć,że masz jakiekolwiek szanse na przetrwanie....

Idiotka.

Jutro znów się zabiję.

poniedziałek, 8 sierpnia 2022

Czasem.

 Zastanawiam się czy Nienawidzę siebie już na tyle,żeby podjąć ostateczną decyzję.

Zastanawiam się czy Nienawidzę właściwie siebie czy każdego swojego faceta,który mnie zniszczył.Zastanawiam się czy nienawidzę Ciebie czy siebie za to,że pozwoliłam by moje życie TAK wyglądało.Zastanawiam się kogo tak zraniłam,iż teraz karma bądź jakaś kara dogania mnie i uderza z podwójną siłą nie zwracają na nic uwagi.Jest 3:30 a ja znów upijam swój umysł i płacze by nikt mnie nie słyszał.Jest 3:30 a ja wciąż nie wiem czy bardziej nienawidzę siebie czy jego. Czasem jest mi wszystko jedno a czasem tak jak dziś czuje tak obżydliwie wstrętną samotność iż mam ochotę wyjść z domu,odpalić samochód i jechać do miasta by błagać każdego ,kogokolwiek by po prostu mnie przytulił-to POPIERDOLONE ale tak jest.Brakuje mi poczucia bezpieczeństwa,schronienia przed nadmiarem emocji i wzroku porządania,brakuje mi pewności siebie i poczucia,że ktoś może mnie kochać tak po prostu bez zbędnych tłumaczeń i właśnie teraz zastanawiam się czy po tym wszystkim co ostatnio mnie spotkało będę potrafiła jeszcze zaufać,kochać i pozwolić komuś kochać mnie.Nie wiem.Czasem wydaje mi się,że błagam każdego dnia o miłość której tak naprawdę już nie jestem wstanie w sobie odnaleźć.Kocham 2 razy tak bardzo mocno i za każdym razem oberwałam na tyle mocno że dziś nie wiem już czy potrafię brnąć w TO znów.I niby potrzebuję czułości,kogoś obok ale kiedy już postanawiam spróbować przypomina mi się BÓL jaki w sobie miałam gdy pękało mi serce.I wtedy zaciskając pięści krzyczę w niebogłosy,że już NIGDY nie pozwolę nikomu siebie tak zrujnować.Nie wiem czy tęsknie,nienawidzę,kocham czy czuję żal.Nie wiem już jak wytłumaczyć wszystko to co dziś toczy bitwę w mojej głowie.Nie wiem czy płakać czy walczyć,czy zabić się na 1234 sposób czy po prostu zwymiotować na dywan,wzruszyć ramionami i udawać,że nic się nie stało.Że ćpunka którą znam dziś z odbicia w lustrze nie jest prawdziwą mną,że dziś przez 10 minut wpatrując się w oceaniczne oczy nadzieii byłam naprawdę sobą...Powiedziałam coś czego bałam się przyznać przed samą sobą,odkryłam całą siebie pomimo iż nigdy wcześniej tego nie robiłam.I nie wiem czy miało to jakikolwiek sens jednak mojej duszy w jakimś stopniu pomogło-przestałam szukać w sobie winny ,szukając usprawiedliwienia na głupotę innych.Przestałam błagać o czas,zainteresowanie i rozmowę,w której zawsze KTOŚ mnie oceniał bądź próbował DORADZAĆ nie mając pierdolonej racji.Przestałam przebierać w słowach i ukrywać fakty-tak zdradzono mnie,tak kochałam i tak nie mam w sobie minimalnej winy kochałam i chciałam by kochano mnie równie mocno.Bolało ale dziś bardziej boli mnie moje EGO iż znów pozwoliłam facetowi z którym już mi nie wyszło,dotknąć mojej duszy po czym znikł jak mydlana bańka a mi pozostał smutek i nienawiść,że znów pozwoliłam sobie mieć nadzieje.Przestałam ją mieć a może miałam ją zawsze bo moja nawiność nie zna graic...Cierpię bo znów pozwoliłam rozumowi poczuć cokolwiek co teraz nie ma najmniejszego znaczenia.Może nie powinnam pozwolić samej sobie by KTOKOLWIEK pojawiał się w moim życiu,wchodził butami,deptał mi serce i wychodził nie mówiąc żegnaj.Pragnę rodziny,domu z ogrodem i faceta,który będzie po prostu ale jak mam TEGO szukać skoro nie potrafię już myśleć racjonalnie i przestać się BAĆ,że znów zostanę sama z przerażeniem i kolejnym popełnianym samobójstwem.

Błagam nie chcę żyć.

Upadek

 Czy kiedykolwiek byłeś w miejscu w którym przestałeś wierzyć, że wszystko co wydarzyło się w Twoim życiu dotychczas miało na celu tylko Cię...