piątek, 8 lipca 2022

Pech

 Dziś,zastanawiam się czy to Ja mam takiego pecha czy zostałam tak bardzo zraniona,iż w tym danym momęcie nie potrafię zaufać NIKOMU,nawet samej sobie.

Zastanawiam się czy to Ja zwariowałam czy wszyscy faceci wokół mnie nie są dość dobrzy bądź po prostu nie są tacy jak...Nie chce nawet o tym myśleć ale czasem łapie się na tym,iż szukam w oczach innych-tego samego co miałeś Ty.Paradoksalnie,popierdolone nieprawdaż ?

Czasem tęsknię a czasem nienawidzę wszystkich wspomnień jakie mój mózg sortuje w swoich szufladach.Czasem śmieje się gdy pomyślę o czymś co było moim szczęściem a czasem tak jak kilka ostatnich dni,ryczę bo wciąż czuję zapach,dotyk,smak a nawet gdy zamknę oczy Twoją twarz rysuje mój popierdolony umysł.Nie kocham,nie potrzebuje ale jakaś część mnie wciąż Cię pamieta -po co?! Sama nie wiem,może próbuje w ten sposób przemówić mi do rozsądku -bym nie ufała nikomu więcej,bym nikogo więcej nie kochała miłością bezgraniczną i niewytłumaczalną...Chciałabym znów na jedną sekundę skryć się w ramionach,które znam doskonale,skulić jak małe dziecko i przytulić się tak bardzo by świat znów zatrzymał swój bieg.Chciałabym znów poczuć się kochana,potrzebna i przestać czuć PUSTKĘ gdzię w miejscu,gdzie kilka miesięcy temu jeszcze znajdowało się serce.Dwa razy w moim życiu biło ono dla kogoś tak bardzo,iż kiedy dana osoba znikała z mojego życia -ono rozpierdalało się na miliony kawałków,ostatnim razem WYBUCHŁO i nie ma już nic,Zostało tylko ECHO.Czasem zastanawiam się czy i Ty czujesz tak ogromną pustkę,czy czasem przypominasz sobie uśmiech,rozmowy i joiny palone w łóżku,cocacole z lodem i grześki toffi...Czy masz czasem takie chwile,że wszystko co Cię otacza jest ci znane i w każdym zakamarku znajdujesz JĄ -kobietę która coś kiedyś dla Ciebie znaczyła...Nie wiem dlaczego się nad tym zastanawiam,nie wiem po co to analizuje ale od kilku dni mój umysł krwawi od nadmiaru wspomnień,słów i emocji-których już dawno w sobie nie miałam.Już nawet nie mam żalu,pretensji czy też nie czuję złości po prostu pogodziłam się z przeszłością a to już nie jest pożegnanie a raczej dłoń ku zgodzie z umysłem,bólem i rozpaczą jaką dotychczas po Tobie miałam.6 lipiec...-6 lat ,pięknych i wyjątkowych.Dobrze było Cię spotkać na swojej drodze,dobrze było spędzać z Tobą dnie,wieczore i noce dyskutując o niczym i o wszystkim.Dobrze było widzieć uśmiech na Twojej twarzy i słyszeć smutek w Twoim głosie.Dobrze było Cię kochać,nienawidzić,tęsknić za Tobą i nienawidzieć tęsknić za Tobą.Dobrze było nauczyć się walczyć z całych sił o MIŁOŚĆ bo ona wcale nie jest taka zła.

Chociaż KURWY nieznoszę po dzień dzisiejszy.Dobrze było przeżyć kilka lat wiedząc,że ktoś kochał nas tak samo mocno jak my Jego.

Jednak ten na górze miał dla Nas inny plan.Cieszę się,że to zrozumiałam.

Cieszę się,że przestałam naiwnie wypatrywać Cię przez okno i naiwnie sprawdzać telefon mając jakąkolwiek nadzieję.

Dziś żyję i mam się dobrze,czasem popłacze,czasem pośmieje się gdy pomyślę o wielu zabawnych chwilach,czasem ....Nieważne,czasem też jest dobre na chwilę.

A chwile były najlepszymi jakie mogliśmy sobie podarować.

Jestem Tytonioholiczka i wierzę w Twoje szczęście.

Jestem Weronika i wierzę w samą siebie.

Dobranoc.

niedziela, 19 czerwca 2022

Niewidzialna

 Zastanawiam się jak długo jeszcze będę zarywać noce,upijać się i uciekać przed samą sobą..Zastanawiam się jak wiele potrafi znieść moje JA -teraz,jutro i każdego następnego dnia.

To zabawne...

Niby otaczają cię ludzie ale wciąż czujesz kurewską SAMOTNOŚĆ.

Niby rozmawiasz ale wciąż milczysz bo EMOCJE których się wstydzisz KRZYCZĄ lecz nikt nie słyszy twojego krzyku.

Niby się uśmiechasz a wewnątrz ROZPIERDALA Ci się dusza na tryliony kawałków,łkając każdego poranka i każdego wieczoru.

Niby oddychasz a każdego dnia dusisz się tlenem.

Niby jesteś a jednak tak jakbyś nie istniała.

Jak długo mam jeszcze udawać,że świetnie sobie radzę?Jak długo okłamywać wszystkich dookoła,że biała ścieżka nie przynosi już ukojenia?Jak długo mam okłamywać samą siebie,że życie samotnika ma swoje plusy-KURWA jak długo jeszcze musi trwać moje istnienie?! 

Zabijałam się przez większość swojego życia-dziś jestem tak kurewsko obojętna na świat który mnie otacza i na wszystko co powino wywoływać jakiekolwiek emocje,iż czuje jak rozkłada się mój umysł,gnije i kurewsko cuchnie ...Potrzebuję ...

Kurwa właściwie czego potrzebuję? Jednego dnia z dnia przeszłego by znów czuć się komuś potrzebna,by ktoś po prostu był obok mnie,objął mnie swoimi ramionami i bym mogła ryczeć dzień i noc powtarzając,że pragnę śmierci już na tyle mocno,iż chyba wystarczy droczenia się z moją naiwnością.Chciałabym powiedzieć,że radzę sobie świetnie ale czy Narkomanka zabijająca się 29 lat może tak powiedzieć?-Nie,do kurwy ! Mój świat jest przepełniony żalem i smutkiem po same brzegi,płacz każdego wieczoru już nie jest wybawieniem,pisanie nie przynosi ukojenia a milczenie ROZPIERDALA mnie od środka.Czy taki jest mój cel ? Życie samotniczki z rozjebanym umysłem pośród kłamstwa,bólu i rozpaczy...Wszystko co mnie otacza jest CZARNE-nie czuję zapachów,smaków,nie czuję nic prócz PUSTKI otaczającej moją OAZĘ spokoju po same brzegi i ciszy chociaż krzycze tak KUREWSKO głośnym krzykiem rozpaczy,iż nawet DIABEŁ drwi ze mnie.Nie wiem jaki błąd popełniłam ani z jakiego powodu pozwolono mi pojawić się na tym ŚWIECIE ale już nie chcę TU być.Nie chcę próbować,wierzyć,szukać i mieć nadzieję.

Nie chcę kolejny raz pozwolić samej sobie chociażby przez sekundę uwierzyć,że może jeszcze spotka mnie wybawienie lub przytwafi się jakiś CUD który sposoduje iż poczuję się potrzebna,dopasowana i że będę częścią świata a nie tylko pomyłką jednostki ogółu.Tak wiem,kolejny raz rujnuje samą siebie chociaż miałam objawy niekontrolowanych paranoii -naiwnie próbując walczyć o każdy dzień z uśmiechem na twarzy..Nie udało się -nic mi się KURWA przecież od 29 lat nie udaje-pogodziłam się z poczuciem porażki jednak wciąż próbuję znaleźć odpowiedź na pytanie DLACZEGO?

Pojebana dziewczyna z odległej galaktyki nie majaca już NICZEGO co mogłoby w jakikolwiek sposób wytłumaczyć cel mego istnienia.Już nawet poczucie humoru STWÓRCY nie jest argumentem przetargowym.Już nawet pragnienie miłości drugiego człowieka nie jest niczym istotnym.

Chcę po prostu zamknąć dziś oczy i już nigdy ich nie otworzyć.

Dziękuje drogi czytelniku.

Dziękuje,że byłeś,jesteś i wciąż walczysz .

JA dziś przegrywam.

ŻEGNAJ.

wtorek, 14 czerwca 2022

Utrata tchu

 Czasem przychodzi taki dzień jak dziś - ah KURWA przecież to trwa już kilkanaście dni,kiedy jedyne czego pragnie moje wewnętrzne ja to PRZESTAĆ ODDYCHAĆ.

Nie czuć już niczego co kontrolowałoby poczucie mojego smutku po prostu-wstrzmać oddech i zadławić się własnymi emocjami..Nie wiem dlaczego ale pragnę śmierci dziś bardziej niż wczoraj i kiedykolwiek indziej.Pragnę przestać już walczyć o siebie,swoje mrzenia,cele o swoje serce,które i tak trafi szlag.Jestem zmęczona a może po prostu już tak obojętna iż jest mi wszystko jedno czy wstanę rano i czy zasnę wieczorem.Nic nie przynosi ukojenia,jestem tylko ja,haze leżący na rogu łóżka i oaza spokoju w której emocje rozpierdalają się na tryliony atomów.Nie potrafię już nawet pisać,myśleć,czuć,reagować.Nie potrafię niczego co dotychczas przychodziło mi z łatwością...Brakuje mi...-WŁAŚCIWIE kurwa czego?Skoro uciekam od wszystkiego co mogłoby w jakikolwiek sposób wymagać odemnie jakiegokolwiek poświęcenia i jakichkolwiek emocji...Ryczę,krzyczę i wyrywam włosy z głowy ale to już robiłam więc znam ten stan -OBOJĘTNOŚCI i wewnętrznego paraliżu.To tak jakbyś żył,będąc tak naprawdę martwym .To tak jakbyś oddychał a jednak nie czuł oddechu wcale.To tak jakby świat był czarny a wszystko co cię otacza wkurwia cię do granic możliwości.Jedyne gdzie czujesz się bezpiecznie to w łóżku okryta kołdrą po sam czubek nosa ,otulona smutkiem ,rycząca w niebogłosy....Niby jestem ale tak jaby mnie nie było.

Już nie analizuje.Już nawet nie myśle.

Po prostu jestem chociaż tego nie chcę.

Proszę pozwól mi odejść.

Mam dość-siebie,swojego życia i pasm porażek które spotykają mnie za każdym razem kiedy już myślę,że gorzej  być nie może.Przetrwałam złamane serce,przetrwałam przmeoc,krzyki i ból ale nie potrafię już żyć tak po prostu bez zbędnych wyjaśnień.

sobota, 28 maja 2022

Sobotni wieczór

 Czasem przychodzi taki dzień jak dziś-kiedy moja oaza spokoju jest zbyt mała by pomieścić mój ból i natłok myśli rozbijający się o ściany i sufit.Czasem,tak jak dziś spadam ze schodów i nie mam nad tym kontroli,czasem-tak jak dziśęsknie,płacze i śmieje się jednocześnie nie mając kontroli nad swoimi emocjami.Brakuje mi Ciebie...Gdziekolwiek teraz jesteś i cokolwiek teraz robisz-obiecałeś,że będziesz kiedy rozsypie się na tryliony kawałków więc KURWA bądź.Obiecałeś,że zawszę będę mogła na Ciebie liczyć więc gdzie KURWA jesteś kiedy najbardziej Cię potrzebuje? ! Umieram i już nie z powodów popełniania samobójstw wewnętrznych lecz po prostu bo stwórca tak chce.I gdy trzymam w dłoni telefon mam wykręcony Twój numer -wiem naiwna idiotka.Blokuje,odkładam lecz po chwili kiedy łzy znów otulają moje policzki,wykręcam znany mi numer.I chociaż miałam TEGO nie robić ,dziś jest mi wszystko jedno...Odbiera.

-Werka?!

-Mógłbyś przyjechać za pół godziny?

-Przecież...Czyemu znów płaczesz?Co się dzieje?

-Mógłbyś? 

-Będę za 15 minut.

Pęka mi serce i drżą mi ręce.Miałam nie być już naiwną narkomanką,która zabija się z poczucia beznadziejności jednak dziś to ONA wygrywa.Nie mogę jej powstrzymać bo sama chcę KOSMOSU za którym dziś tęskni nawet moje uszkodzone serce...Wróciło WSZYSTKO-wspomnienia,słowa,gesty,nawet KURWA słyszę TWÓJ głos i magiczna substancja go nie zagłusza,alkohol też nie przynosi ukojenia.

Zakładam szarą bluzę,nawet Ona pachnie Tobą,kurtka,czapka,owijam się szalem.Drże z zimna i telepie się z głodu...Samochód wjeżdża na podwórko.Mama wychodzi ze swojego mieszkania.

-Gdzie Ty znów idziesz miałaś odpoczywać.

-Niedługo wrócę.

I zamykam drzwi.Gdy wychodzę,wiatr rozwiewa moje włosy a ja podnosząc wzrok dostrzegam ten szyderczy uśmiech dilera,którego znam ja i wy również go znacie.Otwiera okno.

-Miło Cię widzieć.

Wsiadam i otwieram schowek-doskonale wiedział po co dzoniłam.Wysypuje,wciągam,odpalam papierosa.

-Miałaś nie dzwonić.

-Czy możesz o nic nie pytać i po prostu jechać.Umieram.

-Co KURWA ?!

-Umieram i nie wiem czy teraz tego chcę ale nie mogę NIC z tym zrobić.Moje serce pękło nie tylko z powodu litrerackiej miłości do człowieka,który mnie zdeptał i odebrał wszelką nadzieje.Pękło i w realnym tego słowa znaczeniu.Zaczynam płakać...Kurewsko się boję,rozumiesz i jesteś jedyną osobą,którą to w jakikolwiek sposób interesuje....Zatrzymuje samochód a ja skręcam jointa,na tylniej kanapie leży piwo-takie jak lubię....Otweram,skręcam.

-Werka,żartujesz prawda?

-A wyglądam na kogoś kto ma dziś ochotę na żarty ?

-Nie wiem KURWA nie odzywałaś się od kilkunastu tygodni a teraz mówisz mi że...

-Czy to ważne.Zabijałam się już tyle razy że powinnam być gotowa na wszystko jednak jakaś część mnie wariuje i boi się.Kurewski strach ogarnia moje ciało,tak przerażający że chce mi się rzygać...

-Nie wiem co mam powiedzieć.

-Nie mów nic,zabierz mnie nad morze.Nie mogę wrócić teraz do domu bo nie wytrzymam.

-Dobrze.

Odpalam jointa,podgłaśniam muzykę i osuwam się w dół na fotelu pasażera...Uchylam okno,wiatr znów otula mnie swymi zimnymi dłońmi a cisza i spokój jakie teraz mi towarzyszą są warte więcej ,warte nawet utraty życia...

Zabawne? 

Gdy najbardziej kogoś potrzebujesz zostajesz sama.

Gdy umierasz nie masz nic prócz samotności-PIERDOLONA kurwa,jest tak doskonale przebiegła.

Dziś nie jestem sobą,dziś znów jestem NIKIM.

A ty?

sobota, 21 maja 2022

Upadek

 Jest sobotnia noc,3:21 a ja pijana,w innej czasoprzestrzeni zastanawiam się gdzie zapodziałam nadzieje.Gdzieś w kieszeni,pomiędzy papierosami,kartami i rurką znajduje -niepewność pomieszaną z białym proszkiem starości i nutką poczucia porażki.Nie wiem gdzie się zgubiłam ale nie potrafię w tej chwili się odnaleźć,nie wiem jak bardzo pijana jestem ale znów w samotności w swojej oazie spokoju dopada mnie ONA -bezsilność z poczuciem bezradności i płacze,po prostu bez wyjaśnień i jakichkolwiek znaczących argumentów wyjaśniających mój teraźniejszy stan.To zabawne lecz powród do domu w którym czeka tylko twój pies to niby coś ważnego i znaczącego jednak dziś mi nie wystarcza.Samotność mnie dobija,dusi mnie swoimi szponami a ja jedyne co mogę zrobić to nasypać białą ścieżkę ukojenia by chodź na moment zagłuszyć kurewskie krzyki w moim umyśle powtarzające mi jakim zerem wciąż jestem-pomimo starań i codziennej walki nie potrafię się dziś pozbierać.Jestem już zmęczona,zrozpaczona i zagłubiona na tyle iż proszę POMOCY-usłysz mnie,gdziekolwiek teraz jesteś i cokolwiek teraz robisz,kimkolwiek będąc....Jeśli to kolejna próba na którą wystawia mnie stwórca-przetrwam ją pomimo iż nienawidzę dziś samej siebie tak bardzo,że poraz setny myślę jak popełnić ostateczne wewnętrzne samobójstwo.TO nie działa-dziś jest bezużyteczną teorią dnia poprzedniego i milionami słów niewypowiedzianych pośród muzyki,alkoholu i rozpaczy.Jestem skurwysynem,który dziś upadł poraz kolejny i pomimo to zaciskam znów pięści próbując walczyć o powtanie z cuchnącej ziemi łez,wsiąkającej w mój różowy dywan.Zderzenie z rozczarowaniem i brakiem poczucia zauważenia powoduje iż znów czuje się jak NIKT pośród otaczających mnie wyjątkowych ludzi.

Tytonioholiczka dopada mnie znów i odpala papierosa od papierosa,krzycząc w czarne niebo: Kurwa ratuj mą duszę!RATUJ me serce by nie przestało bić w rytm opadającej mgły..

jestem bezradna,

Dziś jestem nikim.

poniedziałek, 16 maja 2022

Analiza

 Jest poniedziałek.Zegarek wskazuje 01:55 a ja otulona delikatnym szlafrokiem,zaciągam się kolejnym buchem papierosa....

To takie banalne-stwerdza mój rozum,bo właśnie dziś zdałam sobię sprawę jak łatwo było mi odnaleźć TU swoje miejsce i to TU dostosować się do zaistniałej sytuacji.Już nie tęsknie,już nie czuję nienawiści,już nie szukam wyjaśnien na coś czego wyjaśnić się nie da a kiedy ktoś poraz setny pyta mnie ''A co Ty tutaj robisz?!'' odpowiadam ''Tak miało być'' i wzruszam bezsensownie ramionami.Bo dość już mam opowieści o czymś czego nie ma sensu wspominać,bo prócz jakieś pustki wewnętrz mnie nie ma już NIC co mogłoby sprawić,że byłoby mi teraz jakoś łatwiej iść do przodu-bo wciąż podążam w stronę słońca i pomimo,iż zaciskam każdego dnia pięści to uśmiecham się,powtarzając samej sobie,że zasługuje na wszystko TO czego dotychczas nie znałam,nie miałam i co uważałam,że mi się nie należy bo nie należy bo jedyne na co załuguje to na powolną,długą,bolesną śmierć-GÓWNO PRAWDA ! Zasługuje na uśmiech,długie spacery z słuchawkami i paleniem papierosów w takich ilościach jak mi się podoba.Mam prawo założyć sukienkę i nie przejmować się wzrokiem obcych mi ludzi-mam prawo walczyć sama o siebie bo przecież NIGDY wcześniej tego nie robiłam a może warto spróbować.?Chociażby po to by znów upadać i podnosić się z jeszcze większą siłą i wolą istnienia.

Napisałam kolejne rozdziały swojej książki-tak byłam gotowa znów zmierzyć się ze wspomnieniami i TYM momentem w którym nigdy w życiu się tak nie czułąm.I wiesz-kiedy teraz mówie komuś,że gdy wróciłam pękło mi serce to sama z siebie się śmieje bo brzmi to jak absurd i totalna ściema ale z drugiej strony jestem z siebie dumna,że potrafię przyznać się do tego,iż kochałam tak bardzo.To zabawne już nie płacze na dzięk wypowiadanego JEGO imienia,bądź niekontrolowanych wspomnień mojej mamy -teraz wzruszam ramionami ,uśmiecham się i każdemu powtarzam-TO JUŻ nie wróci,mineło i tyle...

Chciałabym dokońćzyć książkę i pozwolić innym poznać siebie taką jaką jestem gdy zamykam drzwi w swojej oazie spokoju.Chciałabym by inni mogli czytać i może kiedyś pomyśleć : JA TEŻ SIĘ NIE PODDAM.

Pomimo,iż wielokrotnie odbierałam sobie życie na różne sposoby czy to naroktyki,alkohol,czy po prostu niszczenie swojego organizmu w taki sposób,iż następnego dnia prócz mrugnięcia powiekami nie mogłam zrobić NIC więcej -dziś nie chcę umierać.

Dziś żyję i żyć chcę a TY ? Jaką podejmujesz decyzję?

niedziela, 15 maja 2022

Samotność

 Czasem kiedy dzień pachnie słońcem a woń skoszonej rano trawy unosi się pomiędzy dymem z papierosa a moimi łzami,wylewanymi na balkonie-mam ochotę krzyczeć do KOGOKOLWIEK odpowiedzialnego za nasz los,że potrzebuje KOGOŚ kto mocno mnie przytuli,szepcząc,iż wszystko będzie dobrze...Brakuje mi zapachu.brakuje mi bezsensownych słów i kogoś kto byłby zawsze kiedy tak jak dziś rozpadam się na tryliony organów,których nie jestem wstanie ogarnąć...W poiwetrzu unosi się MIŁOŚĆ-mijam ją każdego dnia samochodem,przechodząc na ulicy,czy też przeglądając rano internet-ONA tam jest lecz mam wrażenie,że jest wszędzie i otacza wszystkich swą radością,naiwnością,chwilami zawieszenia lecz mnie omija tak KUREWSKO szerokim łukiem,iż NIE ROZUMIEM-KURWA ! NIE rozumiem.

Wiesz kiedy pół roku wróciłam i zdałąm sobie sprawę,iż JEDEN człowiek złamał mi serce-tak po prostu.Nie wierzyłam nigdy nikomu gdy opowiadał mi,że gdzieś TU gdzie znajduje się serce można czuć tak wielki ból rozpaczy,tak ogromny iż łamie ci wszystkie żebra,brakuje ci tchu a jedyne co możesz zrobić to ryczeć,beczeć i krzyczeć tak bardzo,iż wszyscy dookoła czują jak bardzo cierpisz...Tak bardzo krzyczałam,iż moja mama prosiła bym się uspokoiła-bym przestała płakać za kimś kto nie był mnie wart-banalne ale mnie tak bardzo bolała dusza,iż nie mogłam.Wiecie jakie to uczucie?-tak bardzo głębokie i tak opentane demonami,tak bardzo palące twoje ciało-nie do opisania...Nie sądziłam,że rozejście się z kimś może wywoływać tak wielkie,skrajne emocje,których nie jesteś wstnie opanować-BA KURWA !Nie jesteś wstanie zrobić niczego by TO powstrzymać.To się dzieje a Ty albo to przetrwasz albo przestajesz oddychać-tak po prostu.To jak łamanie wszystkich kości jednocześnie w jedej chwili to jakby ktoś włożył Ci dłoń,rozdzierając skórę,łamiąc kości,rozrywając wszystkie tkanki i gołymi rękoma wyjął ci serce.BRUDNYMI,CZARNYMI PAZNOKCIAMI Wyszarpywał ci je odrywając kolejne aorty...Dziś jestem gotowa opowiadać swoją historię MIŁOŚCI-bo przecież była to miłość,tak toksyczna i tak naiwna,że nie miała szansy przetrwać jednak myślę,że zdrada kogoś z kim spędzałaś ostatnie 6 lat KAŻDEGO dnia nie bolała tak bardzo jak KŁAMSTWO,którego się brzydzę i fakt,że OKŁAMAŁ Cię nie tylko Twój facet ale i PRZYJACIEL z którym śpiewałaś piosenki w samochodzie,piłaś piwo wieczorem,paliłaś joiny i wciągałaś kreski....Z którym śmiałaś się,uprawiałaś sex ale i płakałaś kiedy nie było Ci łatwo.To podniesione do kwadratu odebrało mi wiarę w siebie,chęć życia i przez ostatnie pół roku próbowałam walczyć o KAŻDY pierdolony dzień.O każdy oddech,o każdy poranek-na początku po prostu wstawałam i robiłam wszystko po to by nie zawieść już ani mamy ani taty,którzy każdego dnia robili wszytsko bym się nie poddała.Naprawdę- mama po tygodni mojego spania całymi dniami i płakania dzień i noc,któregoś poranka weszła i wyciągneła mnie z łóżka za nigi mówiąc-MUSISZ COŚ ZROBIĆ! Zrobiłam wstałam,zapaliłam papierosa i wróciłam do łóżka mówiąc,że chcę umrzeć,uciec,rojebać się,że chcę by ON wrócił,by wróciło wszystko co było...Mama się nie poddawała-kiedy mijały tygodnie monotonia wkradająca się w moją codzienność wprowadziła mój umysł w obojętność,która z dnia na dzień zmieniała się w rozpazany obraz wspomnień,które były dla mnie dobre,słów,które okazały się kłamstwem i obenic,które zostały złamane.Bolało ale coraz mniej-dziś również boli lecz jestem już wstanie panować nad tym bólem i z uśmiechem na twarzy powiedzieć,że WYBACZAM jednak dzięki tej porażce i kolejny raz powtórzę to samo ale : nie wiem dlaczego ktoś tam na górze lub może On w bramach piekieł nie pozwolił mi się poddać.Zabijałam się przez 4 miesiące KAŻDGO DNIA.Każdego dnia płakałam i prosiłam by ktoś mnie stąd zabrał,ćpałam,upijałam się i zabiajałam na miliony sposobów jednak od 2 miesięcy nie robię nic co mogłoby wprowadzać mnie w chęć samozagłady i odbierania sobie życia.

Ba! Od dwóch miesięcy zauważam wiele rzeczy,dostrzegam ludzi,którzy byli kiedy ja kazałam im SPIERDALAĆ.Kiedy nie słuchałam,kiedy uciekałam i kiedy na totalnym odlocie rzygałam gdzie popadnie.Czuje więcej zapachów,widzę więcej kolorów ...I wtedy pojawia się ON.

Tajemniczy ktoś kto w jedną sekudnę sprawia,iż nie pamiętam o niczym a świat nie istnieje.Jest coś co ja nazywam niewytłumaczalnym i chuj w to,że nie wiem kim jest ten człowiek,że prócz mojego ołędu nie wiemy o sobie NIC jednak kiedy 5 sekund dziennie sprawia,że nie mogę zasnąć w nocy a w głębi duszy powtarzam sobie,że dziś-dziś będzie ten dzień kiedy odważę się zapytać KIM jesteś...I nigdy to nie następuje to POMAGA mi to mieć nadzieję i wierzyć,że może JUTRO odnjdę arkę w której skryje swe serce i już nigdy nikt mnie nie zawiedzie...

Wierzę w to i każdego dnia walczę z poczuciem własnej wartości i powtarzam sobie,że to nie KARMA za przeszłość lecz wypadek przy pracy gdy ktoś malował mój obraz życia....

Uśmiech i iskierka w oku,które połączone w jedność sprawiają,że znów jestem naiwną Tytonioholiczką szukającą Cię pośród otwierających się drzwi nadzieji...


Upadek

 Czy kiedykolwiek byłeś w miejscu w którym przestałeś wierzyć, że wszystko co wydarzyło się w Twoim życiu dotychczas miało na celu tylko Cię...