Nie potrafię zrozumieć dlaczego wciąż pozwalam by ktoś,kto paradoksalnie wydaje się mnie kochać,niszczył mnie,zabierając mi wszystko,całą godność i szacunek do samej siebie i swojego świata.
Kurwa!
Jakiego świata?
Przecież nic tu nie ma,nic prócz kłamstw i bólu,nic prócz rozpaczy i krzyku.Wewnętrznego krzyku nienawiści,narkomanki z dnia wczorajszego . NIENAWIDZĘ SIEBIE.NIENAWIDZE SWOJEGO ŚWIATA.NIENAWIDZĘ CIEBIE ! NIENAWIDZĘ do kurwy !
Tak wiele rozczarować,tak wiele błędów,tak wiele kłamstw - rzygam kłamstwami.
Próbuję to jakoś racjonalnie poskładać,próbuję nadać temu sens- lecz jaki sens ma ból i rozczarowanie, jaki sens mam ja kiedy przestaję istnieć.
Owijam się szarym kocem pachnący wczorajszą noca i nikotyną. Owijam się naiwnością i głupotą, owijam się szaleństwem.
Boję się.
Strach jest tak kurewsko przeszywający iż znów widzę CIEBIE . Piękną,o śniadej cerze otuloną w czarny płaszcz rosy . Uśmiechasz się szyderczo-tak samo jak uśmiechałaś się kiedy znów popełniałam wewnętrzne samobójstwo wciągając biała kreskę rozpaczy,tak samo śmiałaś się kiedy podcinałam sobie żyły z miłości. Jakiej kurwa miłości ? Przecież jesteś NIKIM nikt nie może cię kochać .Naiwna dziewczyno....
piątek, 1 lutego 2019
poniedziałek, 14 stycznia 2019
Siedzę na kanapie owinięta szarym delikatnym kocem,popijam ciepłe kakao, palę papierosa ...
Udało mi się przeczytać kilka starych wpisów i ... I chyba czas by przyznać samej sobie,iż odnalazłam SZCZĘŚCIE . Tak odnalazłam szczęście w które nie wierzyłam,które było wytworem mojej roztrzaskanej wyobraźni,szczęście przed którym ja i mój umysł broniliśmy się rękoma i nogami...
I wiesz drogi czytelniku, moje szczęście ma 197 cm wzrostu,piękne różnokolorowe oczy i potrafi doprowadzić mnie do roztrojenia duszy ale sprawia też iż przestałam myśleć o wewnętrznym samobójstwie i zaczęłam żyć .
Kiedy poznałam M mój świat się zawalił,życie nie miało sensu a ja zabijałam się kolejną kreską wciąganą do nosa... On dał mi nadzieję, dał mi jakiś promyk słońca i pozwolił uwierzyć,że już nie jestem sama.
Czułe gesty,miłe słowa,płacz i wyrzyganie wszelkich emocji, męskie ramiona,buziak w czoło i ... I się zakochałam.
To nie miłość typu Romeo i Julia ani tanie lovstory ze znanego bloga nieznanej blogerki, lecz wsparcie,cierpliwość, wiara,nadzieja i tysiące rozmów o życiu,sensie i bezsensie.
To zabawne ale minęły 3 lata a ja nie wyobrażam sobie już dnia bez jego uśmiechu,buziaka na dzień dobry i porannej kawy na szarej sofie w naszym salonie.
Kiedy wychodzi do pracy tęsknie za nim w każdej minucie a kiedy dzwoni i mówi ''jak się masz kochanie'' mam ochotę krzyczeć całemu światu iż facet,który jest moim przyjacielem jest również mężczyzną z którym chcę spędzić resztę życia.
To zabawne ale M potrafi sprawić iż kiedy płaczę i znów mam ochotę popełnić wewnętrzne samobójstwo w jeden sekundzie mój płacz zamienia w uśmiech a wszelkie beztroskie i bezsensowne problemy znikają niczym mydlana bańka ...
Jest mężczyzną z którym gdy mam problem siadam przy szklance kalorycznej coca-coli i rozmawiamy tam długo aż dany problem staje się błahostką z której śmiejemy się wniebogłosy .
I chodź czasem doprowadza mnie do szału i czasem mam ochotę spakować walizkę i wyjść nie wyobrażam sobie dnia następnego bez jego ''no Werka przestań''.
Kiedyś wyobrażałam sobie swoje życie pełne bólu i cierpienia, pełne narkotyków... Dziś też miewam chwile słabości,zamykam się w pokoju i płaczę niczym małe dziecko ale są to jedynie krótkie chwile,które znikają wraz z jego uśmiechem wychylającym się zza białej ściany sypialni.
Jest mężczyzna,który robi wszystko bym się nie poddawała jest facetem,który wierzy,wie i daje mi siłę bym każdego dnia żyła dla niego bo On żyje dla mnie...
I tak zaczyna się cała historia,którą właśnie teraz jestem gotowa wam opowiedzieć.
Być może to kolejna książka którą jestem gotowa napisać..
Jaki nadać jej tytuł? Jak zacząć opowieść kiedy moja dusza poczuła ulgę i żyje bo On żyje.
Jest wszystkim co mam i niczym kiedy nie mam nic.
Jest moim uśmiechem.
Jest mną kiedy ja jestem nim...
Udało mi się przeczytać kilka starych wpisów i ... I chyba czas by przyznać samej sobie,iż odnalazłam SZCZĘŚCIE . Tak odnalazłam szczęście w które nie wierzyłam,które było wytworem mojej roztrzaskanej wyobraźni,szczęście przed którym ja i mój umysł broniliśmy się rękoma i nogami...
I wiesz drogi czytelniku, moje szczęście ma 197 cm wzrostu,piękne różnokolorowe oczy i potrafi doprowadzić mnie do roztrojenia duszy ale sprawia też iż przestałam myśleć o wewnętrznym samobójstwie i zaczęłam żyć .
Kiedy poznałam M mój świat się zawalił,życie nie miało sensu a ja zabijałam się kolejną kreską wciąganą do nosa... On dał mi nadzieję, dał mi jakiś promyk słońca i pozwolił uwierzyć,że już nie jestem sama.
Czułe gesty,miłe słowa,płacz i wyrzyganie wszelkich emocji, męskie ramiona,buziak w czoło i ... I się zakochałam.
To nie miłość typu Romeo i Julia ani tanie lovstory ze znanego bloga nieznanej blogerki, lecz wsparcie,cierpliwość, wiara,nadzieja i tysiące rozmów o życiu,sensie i bezsensie.
To zabawne ale minęły 3 lata a ja nie wyobrażam sobie już dnia bez jego uśmiechu,buziaka na dzień dobry i porannej kawy na szarej sofie w naszym salonie.
Kiedy wychodzi do pracy tęsknie za nim w każdej minucie a kiedy dzwoni i mówi ''jak się masz kochanie'' mam ochotę krzyczeć całemu światu iż facet,który jest moim przyjacielem jest również mężczyzną z którym chcę spędzić resztę życia.
To zabawne ale M potrafi sprawić iż kiedy płaczę i znów mam ochotę popełnić wewnętrzne samobójstwo w jeden sekundzie mój płacz zamienia w uśmiech a wszelkie beztroskie i bezsensowne problemy znikają niczym mydlana bańka ...
Jest mężczyzną z którym gdy mam problem siadam przy szklance kalorycznej coca-coli i rozmawiamy tam długo aż dany problem staje się błahostką z której śmiejemy się wniebogłosy .
I chodź czasem doprowadza mnie do szału i czasem mam ochotę spakować walizkę i wyjść nie wyobrażam sobie dnia następnego bez jego ''no Werka przestań''.
Kiedyś wyobrażałam sobie swoje życie pełne bólu i cierpienia, pełne narkotyków... Dziś też miewam chwile słabości,zamykam się w pokoju i płaczę niczym małe dziecko ale są to jedynie krótkie chwile,które znikają wraz z jego uśmiechem wychylającym się zza białej ściany sypialni.
Jest mężczyzna,który robi wszystko bym się nie poddawała jest facetem,który wierzy,wie i daje mi siłę bym każdego dnia żyła dla niego bo On żyje dla mnie...
I tak zaczyna się cała historia,którą właśnie teraz jestem gotowa wam opowiedzieć.
Być może to kolejna książka którą jestem gotowa napisać..
Jaki nadać jej tytuł? Jak zacząć opowieść kiedy moja dusza poczuła ulgę i żyje bo On żyje.
Jest wszystkim co mam i niczym kiedy nie mam nic.
Jest moim uśmiechem.
Jest mną kiedy ja jestem nim...
Dzień dobry - wypisuje poranna mgła,unosząca się nas śpiącą ulicą dzisiejszego ranka.
Nie wiem czy to brak zainteresowania czy może przepełniająca mnie rozpacz świata sprawiła,iż zapragnęłam napisać o bólu,cierpieniu i rozpaczy... Zapragnęłam pisać o miłości...
To takie zabawne,owinięta w szary koc z bąbelkami zastanawiam się jak wiele bólu i cierpienia,jak wiele zawiści i chciwości jest w każdym z nas . Tęsknie za uśmiechem mijających mnie ludzi,tęsknie za radością dnia wczorajszego,tęsknie za beztroską z dziecięcych lat..
Gdy ostatnio dumałam nad sensem istnienia,obserwowałam pasję,cele innych ludzi i wtedy zadałam sobie pytanie a w czym Ty jesteś dobra? Niszczeniu swojego życia,płaczu i wiecznej depresji ? Nie mam celów i marzeń bo tak jest łatwiej... Ale , ale potrafię i lubię pisać,pisać o emocjach,bólu o otaczającym mnie świecie. I chodź mam dysekcję i wyłącznie dzięki inteligencji mojego Windowsa jestem wstanie poprawić popełniane błędy to tutaj mogę być sobą. Interpunkcja nie ma znaczenia, znaki typu ''!'' ''?'' są emocjami , moją dusza, radnością, milionami słów,którymi mogę się z wami podzielić. Nie wiem czy ktoś jeszcze tutaj zagląda ale próbuję odzyskać słownik zakopanych w umyśle słów, słów mojej duszy,która pragnie krzyczeć milionami znań z nadzieją że może ktoś z was je usłyszy ...
Nie wiem czy to brak zainteresowania czy może przepełniająca mnie rozpacz świata sprawiła,iż zapragnęłam napisać o bólu,cierpieniu i rozpaczy... Zapragnęłam pisać o miłości...
To takie zabawne,owinięta w szary koc z bąbelkami zastanawiam się jak wiele bólu i cierpienia,jak wiele zawiści i chciwości jest w każdym z nas . Tęsknie za uśmiechem mijających mnie ludzi,tęsknie za radością dnia wczorajszego,tęsknie za beztroską z dziecięcych lat..
Gdy ostatnio dumałam nad sensem istnienia,obserwowałam pasję,cele innych ludzi i wtedy zadałam sobie pytanie a w czym Ty jesteś dobra? Niszczeniu swojego życia,płaczu i wiecznej depresji ? Nie mam celów i marzeń bo tak jest łatwiej... Ale , ale potrafię i lubię pisać,pisać o emocjach,bólu o otaczającym mnie świecie. I chodź mam dysekcję i wyłącznie dzięki inteligencji mojego Windowsa jestem wstanie poprawić popełniane błędy to tutaj mogę być sobą. Interpunkcja nie ma znaczenia, znaki typu ''!'' ''?'' są emocjami , moją dusza, radnością, milionami słów,którymi mogę się z wami podzielić. Nie wiem czy ktoś jeszcze tutaj zagląda ale próbuję odzyskać słownik zakopanych w umyśle słów, słów mojej duszy,która pragnie krzyczeć milionami znań z nadzieją że może ktoś z was je usłyszy ...
wtorek, 21 listopada 2017
Tak bardzo go kocham.
Tak bardzo go potrzebuję.
Tak bardzo chciałabym by usłyszał jak krzyczy ma dusza i znów uratował mnie przed popełnieniem wewnętrznego samobójstwa.
Boże,jestem tak bezmyślnie naiwna i wciąż mam nadzieję,że TO wszystko to tylko sen,który skończy się gdy zadzwoni budzik.
Jednak nie dzwoni a ja podążam w coraz to większą próżnię...
Zatracam umysł,emocje,zatracam siebie.
Nie potrafię przestać dziś płakać,nie potrafię pojąc dlaczego można w jednej sekundzie stracić wszystko.
Nie rozumiem dlaczego będąc kiedyś dla Niego radością i siłą dziś stałam się obojętnością,ucieczką i kłamstwem...
Miałam nadzieję,że tym razem Stwórca okazał mi litość i postawił na mej drodze Jego bym uwierzyła,że każdy z nas zasługuje na miłość.
Dziś przestałam w to wierzyć.
Po co były nam obietnice,po co było nam dane się spotkać,po co wydłużono moje istnienie skoro przyszedł znów czas by odebrać mi ostatni oddech .
Nie potrafię oddychać-duszę się.
Nie potrafię mówić- milczę.
Nie potrafię żyć- całe me ciało drży .
Panie Stwórco kim się stałam? Przecież chciałam tylko by był i by każdego ranka kiedy otworzę oczy był powodem dla którego wciąż jest mi dane żyć...
Tak wiele kłamstw,tak wiele rozpaczy.
Starciłam nie tylko mężczyznę,którego kocham miłością najprawdziwszą lecz również przyjaciela - to boli chyba najbardziej.
Przecież wiedział wszystko,znał kazdy mój ból,każdy mój błąd,każdą moją ciszę przez którą bałam się facetów...
I co?
Obrzygana,zdeptana,skopana i przepełniona emocjami,których nigdy wcześniej nie znałam nie mam już nadziei.
Nie widzę już nawet sensu w ucieczce .
Padam na kolana i jedyne o co proszę to o przerwanie Bólu i zatrzymanie akcji serca.
Przecież to i tak się stanie...
Czy mogę chociaż mieć ten przywilej,iż to ja dokonam idealnego momentu by odejść z życia każdego,kogo poznałam...
Czy mogę teraz przestać czuć to wszystko i odejść w nicość gdzie nie ma bólu,rozpaczy i gdzie nikt nie wypowiada tanich słów ''kocham cię'.
Jestem mgłą.
Jestem pustką.
Jestem samotnością.
Jestem bólem.
Rozpaczą
Żalem
Jestem nic nieznaczącym człowiekiem.
Tak bardzo go potrzebuję.
Tak bardzo chciałabym by usłyszał jak krzyczy ma dusza i znów uratował mnie przed popełnieniem wewnętrznego samobójstwa.
Boże,jestem tak bezmyślnie naiwna i wciąż mam nadzieję,że TO wszystko to tylko sen,który skończy się gdy zadzwoni budzik.
Jednak nie dzwoni a ja podążam w coraz to większą próżnię...
Zatracam umysł,emocje,zatracam siebie.
Nie potrafię przestać dziś płakać,nie potrafię pojąc dlaczego można w jednej sekundzie stracić wszystko.
Nie rozumiem dlaczego będąc kiedyś dla Niego radością i siłą dziś stałam się obojętnością,ucieczką i kłamstwem...
Miałam nadzieję,że tym razem Stwórca okazał mi litość i postawił na mej drodze Jego bym uwierzyła,że każdy z nas zasługuje na miłość.
Dziś przestałam w to wierzyć.
Po co były nam obietnice,po co było nam dane się spotkać,po co wydłużono moje istnienie skoro przyszedł znów czas by odebrać mi ostatni oddech .
Nie potrafię oddychać-duszę się.
Nie potrafię mówić- milczę.
Nie potrafię żyć- całe me ciało drży .
Panie Stwórco kim się stałam? Przecież chciałam tylko by był i by każdego ranka kiedy otworzę oczy był powodem dla którego wciąż jest mi dane żyć...
Tak wiele kłamstw,tak wiele rozpaczy.
Starciłam nie tylko mężczyznę,którego kocham miłością najprawdziwszą lecz również przyjaciela - to boli chyba najbardziej.
Przecież wiedział wszystko,znał kazdy mój ból,każdy mój błąd,każdą moją ciszę przez którą bałam się facetów...
I co?
Obrzygana,zdeptana,skopana i przepełniona emocjami,których nigdy wcześniej nie znałam nie mam już nadziei.
Nie widzę już nawet sensu w ucieczce .
Padam na kolana i jedyne o co proszę to o przerwanie Bólu i zatrzymanie akcji serca.
Przecież to i tak się stanie...
Czy mogę chociaż mieć ten przywilej,iż to ja dokonam idealnego momentu by odejść z życia każdego,kogo poznałam...
Czy mogę teraz przestać czuć to wszystko i odejść w nicość gdzie nie ma bólu,rozpaczy i gdzie nikt nie wypowiada tanich słów ''kocham cię'.
Jestem mgłą.
Jestem pustką.
Jestem samotnością.
Jestem bólem.
Rozpaczą
Żalem
Jestem nic nieznaczącym człowiekiem.
Listopadowy wieczór,dym z papierosa unoszący się w powietrzu,JA i moje rozdarte,zranione serce....
Chce umrzeć,chcę przestać czuć ten wewnętrzny okropny ból wewnątrz mojego ciała,który sprawia iż cała drżę i chcę by ktoś przerwał mój płacz,oddech,niech ktoś kurwa przerwie moje istnienie ...!!!
Wiesz jak to jest czuć się jak podarte kabaretki,taniej dziwki z rogu znanej Mi i Wam ulicy ?
Wiesz jak to jest nienawidzić samej siebie?
To poranki pełne bólu i cierpienia,to unikanie spojrzenia w lustro,to płacz każdego wieczoru i każdej nocy,to błaganie Stwórcy o zabranie mnie z tego popierdolonego świata...
Wiesz,świadomość,że w jednej sekundzie stałaś się nic nieznaczącym człowiekiem dla kogoś kto jest całym twoim życiem to jak odebranie alkoholikowi szklanki z wódka,to jak poranek narkomana bez narkotyku,to jak stracenie tlenu i duszenie się a mimo wszystko wciąż istniejesz....
Totalna PARANOJA !
Nie potrafię znaleźć sensownego wytłumaczenia na ból i rozpacz.
Nie potrafię racjonalnie myśleć,nie potrafię bez Niego żyć.
Wyciągam z lodówki butelkę wódki,nalewam do szklanki,wrzucam 5 kostek lodu...
Idiotka z bezmyślną nadzieją powróciła...
Wysypuję stare rzeczy z szafy,przeszukuje kieszenie,JEST-mała,magiczna substancja....
Jedna,druga,trzecia,połykam,popijam wódką...
Dziś umrę zabijając sama siebie bądź umrę z diagnozą pękniętego serca...
Tak dawno nie czułam takiej próżni. Tak dawno nie byłam nic nieznaczącym człowiekiem.
Zero- tak,nim jestem,zawsze byłam.Jednak naiwnie myślałam,że jego niebiesko-zielone oczy to oaza,której szukałam całe życie..
Naiwna..
Czego mogłam się spodziewać ? Skoro od zawsze byłam skazana na porażkę.
Jednak tym razem czuje się jak śmierdzące gówno spuszczane w toalecie.Nigdy wcześniej nie czułam większego żalu,większej rozpaczy....
Kiedyś wykorzystana,pobita,pozbawiona kobiecej godności,dziś złamano mi serce i jedyne czego znów pragnę to jednej próby wewnętrznego samobójstwa,które przyniesie ukojenie dla mej zmęczonej duszy.
Byłam pewna,iż każdy z nas kiedy otrzymuje dar życia wraz z nim,przypisany jest mu cel istnienia.
Ja jednak zostałam stworzona by udowodnić,iż człowiek,który nie ma w swym życiu nic prócz chorego serca i umiejętności opisywania uczuć,pomimo porażek wciąż liczy,iż znajdzie się ktoś kto nie pozwoli by jego duszę opętał szatan dnia wczorajszego...
Znów czuje jak płonie mi ciało,umysł jak dusza zabija serce a mimo to nie robię nic...
Skręcam jointa,odpalam i wiem,że ta noc to ostatnia noc samotności.
Kurwa,to jedna wielka PARANOJA.
CHCĘ UMRZEĆ
UCIEC
ROZJEBAĆ SIĘ !
wtorek, 1 sierpnia 2017
Chyba znów przestaje istnieć .
Chyba znów tracę kontrole nad własnym życiem .
Tak bardzo chce mi się płakać, tak bardzo chce mi się krzyczeć i prosić Boga lub kogokolwiek innego odpowiedzialnego za nasze życie by zabrał mnie z tej krainy rozpaczy .
Już chyba nigdy nic się nie zmieni .
Już chyba nawet przestało mi zależeć .
Nie mam siły gonić szczęścia .
Nie mam siły już żyć .
Zawsze powtarzałam ze nasze istnienie ma jakiś cel do osiągnięcia , ze dar życia nie jest darmowa zdrapka loteri lecz misja która każdy z nas musi wypełnić by potem godnie odejść do innego świata,lepszego swiata zwanego -Rajem .
Dziś sama w to wątpię . Czuje wewnątrz ciała pustkę, strach i ból, czuje rozpacz jakiej już dawno nie cZulam .
Wiem ze powinnam mu powiedzieć . Wiem ze powinnam z nim porozmawiać .
Wiem ze na to zasługuje ale się boje .
Tak bardzo bałam się jego odejścia iż chyba straciłam nad tym kontrole i przestałam ufać sobie i wszystkiemu co mnie otacza .
Straciłam przyjaciółkę , straciłam rodzine a teraz znów tracę siebie .
To kurewsko trudne zasypiać i budzić sie z planem na własne wewnętrzne samobójstwo .
Z dała od domu, rodziny ... Naprawdę jestem na skraju załamania .
A może już przestałam istnieć a to wszystko to tylko mój sen .
Paranoja .
Chyba znów tracę kontrole nad własnym życiem .
Tak bardzo chce mi się płakać, tak bardzo chce mi się krzyczeć i prosić Boga lub kogokolwiek innego odpowiedzialnego za nasze życie by zabrał mnie z tej krainy rozpaczy .
Już chyba nigdy nic się nie zmieni .
Już chyba nawet przestało mi zależeć .
Nie mam siły gonić szczęścia .
Nie mam siły już żyć .
Zawsze powtarzałam ze nasze istnienie ma jakiś cel do osiągnięcia , ze dar życia nie jest darmowa zdrapka loteri lecz misja która każdy z nas musi wypełnić by potem godnie odejść do innego świata,lepszego swiata zwanego -Rajem .
Dziś sama w to wątpię . Czuje wewnątrz ciała pustkę, strach i ból, czuje rozpacz jakiej już dawno nie cZulam .
Wiem ze powinnam mu powiedzieć . Wiem ze powinnam z nim porozmawiać .
Wiem ze na to zasługuje ale się boje .
Tak bardzo bałam się jego odejścia iż chyba straciłam nad tym kontrole i przestałam ufać sobie i wszystkiemu co mnie otacza .
Straciłam przyjaciółkę , straciłam rodzine a teraz znów tracę siebie .
To kurewsko trudne zasypiać i budzić sie z planem na własne wewnętrzne samobójstwo .
Z dała od domu, rodziny ... Naprawdę jestem na skraju załamania .
A może już przestałam istnieć a to wszystko to tylko mój sen .
Paranoja .
Nigdy nie byłam dość silna i dość pewna siebie by przetrwać Piekło w którym żyłam .
Nigdy nie chciałam księcia na białym koniu bo byłam zbyt dumna by wierzyć w beznadziejne bajki .
Nigdy nie sądziłam ze miłość jest właśnie taka - taka kurewsko samotna .
Niby gdzieś tam w środku jakaś czesc mnie jest cholernie szczęśliwa jednak inna cierpi i obumiera jednym słowem - GNIJE mi dusza .
Tęsknie za rozmowa z kimś kro by mnie po prostu wysłuchał i powiedział ze dam sobie radę, ze przetrwałam tyle cierpienia iż przetrwam i ta katastrofę .
Potrzebuje kogoś komu mogłabym powiedzieć ze nie daje już rady, ze znów JA czuje obok siebie .
Siedzi na rogu łóżka i swoimi szponami znów zdziwra naskórek z mojego ciała a ja nie mam siły płakać .
Już chyba nawet nie chce płakać .
To zabawne ale znów w mojej głowie jest tysiące słów które chciałabym napisać bo przecież napisać jest o wiele łatwiej - nigdy nie potrafiłam rozmawiać ani prosić o pomoc . Nigdy nie potrafiłam zebrać o współczucie . Tym razem również nie potrafię .
Mam 24 lata i kompletny bajzel w głowie .
Mój umysł się rozpierala .
Paranoja powraca .
Nigdy nie chciałam księcia na białym koniu bo byłam zbyt dumna by wierzyć w beznadziejne bajki .
Nigdy nie sądziłam ze miłość jest właśnie taka - taka kurewsko samotna .
Niby gdzieś tam w środku jakaś czesc mnie jest cholernie szczęśliwa jednak inna cierpi i obumiera jednym słowem - GNIJE mi dusza .
Tęsknie za rozmowa z kimś kro by mnie po prostu wysłuchał i powiedział ze dam sobie radę, ze przetrwałam tyle cierpienia iż przetrwam i ta katastrofę .
Potrzebuje kogoś komu mogłabym powiedzieć ze nie daje już rady, ze znów JA czuje obok siebie .
Siedzi na rogu łóżka i swoimi szponami znów zdziwra naskórek z mojego ciała a ja nie mam siły płakać .
Już chyba nawet nie chce płakać .
To zabawne ale znów w mojej głowie jest tysiące słów które chciałabym napisać bo przecież napisać jest o wiele łatwiej - nigdy nie potrafiłam rozmawiać ani prosić o pomoc . Nigdy nie potrafiłam zebrać o współczucie . Tym razem również nie potrafię .
Mam 24 lata i kompletny bajzel w głowie .
Mój umysł się rozpierala .
Paranoja powraca .
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Upadek
Ja KURWA naprawdę próbuje. Ja naprawdę nie chcę mieć Cię w głowie. Ja naprawdę pozwalam Ci zniknąć, odejść, wymazać się z mojej pamięci. D...
-
Od godzinny słucham Twoich głosówek i płacze jak dziecko,tak bardzo Cię teraz potrzebuje.! Ja już nie mam siły tak żyć,nie mam siły zastana...
-
Zastanawiam się dlaczego wciąż myślę o człowieku, którego nie powinnam była spotkać. Dlaczego każdego dnia wkrada się bezczelnie w moją gło...
-
Drogi chłopaku z nad morza, Dziś postanowiłam,że ODPUSZCZAM. Przestaję prosić o Twoją uwagę,przestaje o sobie przypominać,przestaje prosić ...